Zandberg bije na alarm: „To śmiertelne zagrożenie dla Polski”. Uderzy w każdego z nas
Polityczna burza wokół Grenlandii to nie odległy konflikt, ale zapowiedź katastrofy, która może zniszczyć polski ład gospodarczy i bezpieczeństwo. Adrian Zandberg nie przebiera w słowach, ostrzegając przed brutalną polityką mocarstw. „Jeżeli ktoś myśli, że nas to nie dotyczy, jest naiwny” – grzmi lider partii Razem. Jego zdaniem, akceptacja amerykańskich roszczeń to prosta droga do tego, by w przyszłości ktoś inny zażądał polskiego terytorium.

Fot. Warszawa w Pigułce
W programie „Graffiti” w Polsat News padły mocne słowa. Lider Lewicy Razem, Adrian Zandberg, odniósł się do narastającego napięcia na linii Waszyngton-Europa w związku z zakusami Donalda Trumpa na przejęcie kontroli nad Grenlandią. Choć Biały Dom argumentuje swoje plany względami bezpieczeństwa, dla polskiego polityka jest to sygnał alarmowy najwyższego stopnia. Zandberg przestrzega, że Polska, jako kraj leżący w strefie zgniotu geopolitycznego, nie może pozwolić sobie na milczenie, gdy mocarstwa zaczynają traktować granice państw jak linie na piasku.
Prawo dżungli zamiast prawa międzynarodowego
Kluczowym argumentem Zandberga jest obrona fundamentalnych zasad. Polityk podkreśla, że jeśli świat zaakceptuje logikę „nagiej siły”, w której silniejszy może po prostu zażądać terytorium od słabszego, Polska znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Lider Razem rysuje mroczny scenariusz, w którym precedens grenlandzki otwiera puszkę Pandory. Wprost pyta: jakie państwo w naszym regionie chętnie ogłosiłoby Polskę swoją strefą wpływów i odebrało nam część ziemi?. Zgoda na dyktat mocarstw to, według niego, powrót do czasów, gdy mniejsze narody były tylko żetonami w grze imperiów – żetonami, które w każdej chwili można sprzedać.
Wojna handlowa Trumpa zniszczy naszą gospodarkę?
Zagrożenie nie jest tylko teoretyczne i polityczne, ale ma wymiar finansowy. Donald Trump zapowiedział karne cła na towary z ośmiu europejskich państw, które sprzeciwiły się jego planom. Choć Polski nie ma na tej czarnej liście, Zandberg ostrzega przed złudnym poczuciem bezpieczeństwa.
Polityk brutalnie sprowadza na ziemię optymistów: „Jeśli ktoś myśli inaczej, to albo jest naiwny, albo nie rozumie, jak działają układy handlowe”. Polska gospodarka jest naczyniem połączonym z rynkami europejskimi. Cios w naszych partnerów handlowych to cios w polskie firmy i miejsca pracy. Twarda wojna handlowa z częścią Unii Europejskiej oznacza w praktyce konflikt z całą Wspólnotą, w tym z Polską.
Wasalizacja czy suwerenność? Ostre słowa o „czerwonych czapeczkach”
Zandberg nie szczędził też gorzkich słów pod adresem polskich polityków zafascynowanych wizją Trumpa, mówiąc o tych, którzy wciąż „nie pozdejmowali czerwonych czapeczek”. Przestrzega przed realizacją snu amerykańskich strategów o rozbiciu Unii Europejskiej na szereg państewek o wasalnym statusie wobec USA.
Odnierając się do argumentów USA o bezpieczeństwie Grenlandii, Zandberg nazwał je „bałamutnymi”. Przypomniał, że to sami Amerykanie w ostatnich dekadach wycofali stamtąd duże siły wojskowe, a teraz używają braku ochrony jako pretekstu do aneksji. Kwestie obronności można rozwiązać w ramach NATO, szanując suwerenność Danii, bez potrzeby zaboru terytorium.
Co to oznacza dla Ciebie?
- Portfel pod presją: Konflikt handlowy USA-UE może przynieść drożyznę i problemy dla polskich eksporterów, co odbije się na cenach w sklepach.
- Niebezpieczny precedens: Jeśli świat uzna, że granice są umowne, bezpieczeństwo Polski jako kraju frontowego drastycznie zmaleje.
- Koniec snu o „szczególnych relacjach”: Zandberg sugeruje, że w globalnej grze interesów Polska może być łatwo poświęcona, jeśli nie będziemy trzymać się twardych zasad prawa międzynarodowego.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.