ZUS ma podnieść emerytury nawet o 552 zł. 196,5 tys. osób dostanie co miesiąc większą kwotę bez składania wniosku
Nawet 552 zł brutto miesięcznie więcej może pojawić się w portfelach części emerytów, jeśli przygotowywane przepisy zostaną przyjęte w proponowanym kształcie. Zmiana ma dotyczyć około 196,5 tys. osób, których świadczenia przed laty znalazły się pod działaniem niekorzystnego mechanizmu. Najważniejsze jest jednak coś jeszcze: zainteresowani seniorzy nie mają być zmuszani do składania nowych wniosków ani samodzielnego dochodzenia, czy przeliczenie im się należy. ZUS ma ustalić uprawnionych z urzędu i sam obliczyć zwiększenie. Nie każdy wcześniejszy emeryt zostanie jednak objęty zmianą, a w najnowszej wersji projektu znalazł się zapis, który wywołał duże zastrzeżenia prawników.

196,5 tys. emerytur do sprawdzenia. Decydują rocznik i jedna konkretna data
Projekt oznaczony numerem UD204 dotyczy osób, które zdecydowały się na wcześniejszą emeryturę, zanim mogły wiedzieć, że ustawodawca w przyszłości zmieni sposób obliczania ich emerytury powszechnej. Według przedstawianych wyliczeń potencjalna grupa to około 196,5 tys. świadczeniobiorców, przy czym około 135,4 tys. osób pobiera już emeryturę powszechną obliczoną z zastosowaniem mechanizmu pomniejszenia. Projekt obejmuje kobiety urodzone w latach 1954-1959 oraz mężczyzn urodzonych w latach 1949-1952 i w 1954 roku, ale sam rocznik nie wystarczy. Kluczowy jest również moment wystąpienia o wcześniejsze świadczenie.
Granicą ma być 6 czerwca 2012 roku. Osoba objęta regulacją musiała przed tym dniem zgłosić wniosek o jedną z wcześniejszych emerytur wskazanych w projekcie. Chodzi między innymi o świadczenia wynikające z art. 46, 50, 50a, 50e i 184 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz określone emerytury nauczycielskie z Karty Nauczyciela. Prawo do emerytury powszechnej musiało natomiast powstać już po 31 grudnia 2012 roku. Data 6 czerwca nie jest przypadkowa – to moment ogłoszenia przepisów, które później zmieniły sposób obliczania świadczenia. Właśnie na tym opiera się cały problem: ktoś podejmował decyzję o wcześniejszej emeryturze według jednych reguł, a finansowe skutki tej decyzji zostały zmienione już po fakcie.
Przepis z 2013 roku mógł obniżyć późniejszą emeryturę o setki złotych
Źródłem sporu jest art. 25 ust. 1b ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Od 2013 roku przy obliczaniu emerytury powszechnej ZUS pomniejsza podstawę jej obliczenia o sumę kwot wcześniej pobranych emerytur. W praktyce osoba przez kilka lat pobierała wcześniejsze świadczenie, a kiedy osiągała powszechny wiek emerytalny, kwoty już wypłacone zaczynały wpływać na wyliczenie kolejnej emerytury. Problemem nie jest samo istnienie takiego mechanizmu wobec osób, które znały zasady przed podjęciem decyzji, lecz sytuacja ludzi, którzy na wcześniejszą emeryturę przeszli zanim mogli przewidzieć przyszłą zmianę prawa.
Sprawa od lat trafia do sądów. W 2020 roku ustawodawca naprawił sytuację kobiet i mężczyzn z rocznika 1953, wprowadzając dla nich możliwość ponownego ustalenia świadczeń bez stosowania problematycznego pomniejszenia i przewidując wyrównania. Kolejne roczniki pozostały jednak poza tym rozwiązaniem. 4 czerwca 2024 roku Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie o sygnaturze SK 140/20 dotyczące osób, które skorzystały z wcześniejszej emerytury przed ogłoszeniem nowych reguł. Orzeczenie nie zostało dotychczas opublikowane w Dzienniku Ustaw, a problem nadal jest przedmiotem postępowań sądowych. Projekt UD204 ma stworzyć jedno rozwiązanie obejmujące większą grupę bez konieczności prowadzenia tysięcy oddzielnych spraw.
552 zł więcej miesięcznie. Ale nie każdy dostanie właśnie tyle
Kwota 552 zł brutto pochodzi z konkretnego przykładu przedstawionego przy omawianiu nowych zasad i nie jest gwarantowaną podwyżką dla wszystkich 196,5 tys. osób. W symulacji chodzi o mężczyznę urodzonego w 1954 roku, który przeszedł na wcześniejszą emeryturę w 2010 roku, a o emeryturę powszechną wystąpił w 2019 roku. Jego emerytura powszechna wyliczona bez zastosowania pomniejszenia miałaby wynosić 5016 zł brutto, podczas gdy wskazana wcześniejsza wypłata wynosiła 3704 zł. Po zastosowaniu mechanizmu przewidzianego w nowej wersji projektu zwiększenie bieżącego świadczenia wyniosłoby jednak nie 1312 zł różnicy między tymi kwotami, lecz właśnie 552 zł brutto miesięcznie.
Inne przedstawiane przykłady pokazują znacznie mniejsze kwoty – pojawiają się zwiększenia rzędu 393 zł, 303 zł, a w jednym przypadku tylko 89 zł brutto miesięcznie. Według szacunków cytowanych przy projekcie osoby, które pobierają już emeryturę powszechną, miałyby zyskać przeciętnie około 255 zł brutto miesięcznie. W przypadku osób pozostających nadal na wcześniejszej emeryturze średnia korzyść ma być wyższa i sięgać około 380 zł brutto. Daje to odpowiednio około 3060 zł i 4560 zł brutto w skali pełnego roku. Przy zwiększeniu o 552 zł roczna różnica wynosi już 6624 zł brutto, a w ciągu 5 lat – bez uwzględniania późniejszych waloryzacji – byłoby to 33 120 zł.
ZUS nie ma wypłacać pełnej różnicy. Pojawił się współczynnik korygujący
Najświeższa wersja projektu różni się od wcześniejszej propozycji i właśnie dlatego nie można mówić po prostu o ponownym przeliczeniu emerytur na identycznych zasadach jak w przypadku rocznika 1953. Ministerstwo zaproponowało konstrukcję nazwaną „zwiększeniem do emerytury”. ZUS ma najpierw ustalić hipotetyczną emeryturę bez zastosowania art. 25 ust. 1b, porównać ją z odpowiednim wcześniejszym świadczeniem, a następnie wyliczoną różnicę skorygować specjalnym współczynnikiem zależnym między innymi od czasu pobierania wcześniejszej emerytury. Właśnie dlatego pełna różnica pomiędzy dwoma wyliczeniami nie musi trafić do seniora.
To rozwiązanie wzbudziło krytykę części prawników reprezentujących wcześniejszych emerytów. Dr Andrzej Hańderek, radca prawny zajmujący się takimi sprawami, powiedział „Rzeczpospolitej”: „Pod pozorem systemowego rozwiązania problemu ustawodawca próbuje drastycznie ograniczyć prawa emerytów i zabezpieczyć budżet państwa”. Ekspert wskazuje, że w indywidualnych postępowaniach sądy mogą całkowicie pominąć art. 25 ust. 1b i efekt dla konkretnego świadczeniobiorcy może być większy niż zwiększenie wyliczone według projektowanego współczynnika. Z punktu widzenia seniora różnica jest więc zasadnicza – projekt daje rozwiązanie automatyczne, ale niekoniecznie maksymalnie korzystne finansowo.
Nie będzie wyrównania za kilkanaście poprzednich lat
To drugi element projektu, który może być znacznie ważniejszy niż sama miesięczna podwyżka. Obecna wersja nie przewiduje wypłacenia wszystkim uprawnionym pełnego wyrównania za lata, podczas których pobierali świadczenie obliczone według kwestionowanego mechanizmu. Zwiększenie ma przysługiwać od 1 maja 2027 roku. Jeżeli ktoś otrzymywał niższą emeryturę od 2014, 2016 czy 2019 roku, projekt nie zakłada prostego policzenia wszystkich różnic od tamtego momentu i przelania zaległej kwoty na konto.
Dla części osób może chodzić o bardzo duże pieniądze. 300 zł miesięcznej różnicy przez 10 lat to matematycznie 36 tys. zł, a przy 500 zł byłoby to już 60 tys. zł, jeszcze przed uwzględnieniem waloryzacji. Nie oznacza to, że takie kwoty automatycznie należą się każdemu objętemu projektem – indywidualne sytuacje są różne, podobnie jak orzeczenia zapadające w konkretnych sprawach. Pokazuje to jednak skalę sporu o wyrównania i tłumaczy, dlaczego część środowisk reprezentujących emerytów nie traktuje automatycznej miesięcznej podwyżki jako pełnego rozwiązania problemu.
Projekt może zamknąć drogę do nowych spraw sądowych
W projekcie znajduje się jeszcze jeden wyjątkowo ważny przepis. Po wejściu ustawy w życie mają nie być wszczynane nowe postępowania administracyjne i cywilne dotyczące ustalenia wysokości emerytury powszechnej z pominięciem art. 25 ust. 1b w sprawach objętych nową regulacją. Właśnie ten zapis wywołał najostrzejszą krytykę części ekspertów. Dzisiaj część seniorów próbuje walczyć przed sądem o pełne przeliczenie świadczenia. Jeżeli projekt pozostanie w obecnym brzmieniu, po jego wejściu w życie możliwość rozpoczynania kolejnych takich postępowań ma zostać ograniczona.
Nie oznacza to, że każda osoba należąca do wskazanych roczników powinna natychmiast składać pozew. Sytuacja prawna jest skomplikowana, sprawy różnią się historią świadczenia, a sam projekt może jeszcze zostać zmieniony. Dla osoby, która już prowadzi postępowanie albo zastanawia się nad zakwestionowaniem starej decyzji ZUS, jest to jednak informacja znacznie ważniejsza niż medialna kwota 552 zł. Przed podjęciem takiej decyzji warto przeanalizować własne decyzje emerytalne i w razie potrzeby skonsultować je z prawnikiem specjalizującym się w ubezpieczeniach społecznych.
ZUS ma zrobić wszystko sam. Bez formularza i bez kolejki
Dla większości zainteresowanych najwygodniejszym elementem projektu będzie automatyczna procedura. ZUS ma wykorzystać dane, które już posiada, ustalić osoby spełniające warunki, obliczyć wysokość zwiększenia i wydać decyzję bez wniosku emeryta. Przy operacji obejmującej niemal 200 tys. świadczeń ma to ogromne znaczenie. Nie będzie trzeba szukać formularza, odtwarzać dokumentacji sprzed kilkunastu lat tylko po to, aby uruchomić procedurę ani przychodzić do placówki ZUS.
Według obecnej wersji przepisów mechanizm miałby ruszyć 1 kwietnia 2027 roku, a zwiększenia przysługiwałyby od 1 maja. ZUS ma otrzymać czas na przeprowadzenie obliczeń i wydanie decyzji. Jeśli świadczeniobiorca nie będzie zgadzał się z wyliczeniem, pozostanie kwestia procedury odwoławczej od konkretnej decyzji wydanej na podstawie przyszłej ustawy. Najpierw jednak przepisy muszą rzeczywiście przejść całą drogę legislacyjną, bo na 12 września 2026 roku wciąż mówimy o projekcie, a nie o uchwalonym prawie.
400 mln zł w pierwszym roku. W ciągu dekady ponad 7 mld zł
Skala finansowa reformy pokazuje, że nie jest to kosmetyczna korekta. Według przedstawianych szacunków nowe rozwiązanie ma kosztować w pierwszym roku około 400 mln zł. W perspektywie 10 lat dodatkowe wydatki mają przekroczyć 7 mld zł. Przy 196,5 tys. potencjalnie objętych osób oznacza to jedną z większych operacji dotyczących ponownego uporządkowania świadczeń emerytalnych po błędach wynikających ze zmian zasad dokonywanych wiele lat wcześniej.
Jednocześnie sposób skonstruowania projektu ogranicza wydatki w porównaniu z wariantem pełnego przeliczenia i pełnych wyrównań. Nieprzypadkowo najnowsza wersja nie mówi już wyłącznie o ponownym ustaleniu wysokości emerytury, lecz o ustalaniu wysokości zwiększenia. Ta zmiana nazwy odzwierciedla zmianę samego mechanizmu. Dla emeryta może oznaczać kilkaset złotych więcej każdego miesiąca, ale kwota nie musi odpowiadać temu, co otrzymałby przy całkowitym usunięciu skutków art. 25 ust. 1b.
Warszawscy seniorzy również nie będą musieli iść do oddziału ZUS
Zmiana ma charakter ogólnopolski i resort nie opublikował odrębnej liczby osób objętych projektem dla Warszawy. Stolica ma 3 oddziały ZUS obsługujące mieszkańców – przy ul. Senatorskiej 6/8, Podskarbińskiej 25 i Czerniakowskiej 16 – ale jeśli ustawa zostanie przyjęta zgodnie z obecnym projektem, samo zwiększenie świadczenia nie będzie wymagało wizyty w żadnym z nich. Decyzja ma przyjść z urzędu. To szczególnie istotne dla starszych osób, bo operacja nie ma być uzależniona od tego, czy senior przeczyta komunikat, dowie się o zmianie od rodziny albo zdąży złożyć odpowiedni formularz.
Warszawiacy znajdujący się w objętych projektem rocznikach mogą natomiast już teraz odszukać stare decyzje dotyczące wcześniejszej i powszechnej emerytury. Nie po to, żeby składać nowy wniosek o projektowane zwiększenie, ale żeby wiedzieć, czy rzeczywiście należą do grupy, której dotyczy problem. Szczególnie istotna jest data wniosku o wcześniejszą emeryturę, data nabycia prawa do świadczenia powszechnego oraz informacja, czy przy jego obliczeniu zastosowano pomniejszenie z art. 25 ust. 1b.
Co powinien teraz sprawdzić wcześniejszy emeryt?
- Rocznik i datę starego wniosku. Według aktualnego projektu podstawową grupę tworzą kobiety z roczników 1954-1959 oraz mężczyźni urodzeni w latach 1949-1952 i w 1954 roku, którzy wystąpili o wcześniejszą emeryturę przed 6 czerwca 2012 roku. Samo urodzenie w jednym z tych lat nie przesądza jeszcze o prawie do zwiększenia.
- Decyzję o emeryturze powszechnej. Trzeba sprawdzić, kiedy powstało prawo do świadczenia i czy jego podstawa została pomniejszona o wcześniej pobrane emerytury. Projekt jest skierowany do konkretnej grupy poszkodowanej przez mechanizm obowiązujący od 2013 roku, a nie do wszystkich osób, które kiedykolwiek pobierały wcześniejszą emeryturę.
- Nie składać wniosku tylko dlatego, że pojawiła się informacja o 552 zł. Projekt przewiduje działanie ZUS z urzędu. Kwota 552 zł jest wynikiem jednej symulacji, a nie stałym dodatkiem. W innych przykładach zwiększenie wynosiło 89, 303 czy 393 zł, a przeciętna korzyść ma być inna dla poszczególnych grup.
- Sprawdzić, czy nie toczy się już własna sprawa dotycząca art. 25 ust. 1b. To szczególnie ważne ze względu na projektowane ograniczenie możliwości wszczynania nowych postępowań po wejściu ustawy w życie. Nie należy jednak podejmować decyzji procesowej na podstawie samego artykułu czy ogólnej informacji o zmianach – skutki dla konkretnej osoby zależą od jej decyzji ZUS i historii świadczenia.
- Śledzić dalsze prace nad projektem UD204. Najnowsza wersja została opublikowana w lipcu 2026 roku, a w rządowym wykazie termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów wskazano na III kwartał 2026 roku. Na 12 września 2026 roku ustawa nie została jeszcze uchwalona. Dopiero ostateczny tekst pokaże, czy zostaną utrzymane kwoty, terminy, współczynnik korygujący i kontrowersyjny przepis dotyczący przyszłych postępowań sądowych. Jeśli obecne założenia przetrwają cały proces legislacyjny, dla około 196,5 tys. osób najważniejsza zmiana wydarzy się automatycznie – ZUS sam policzy zwiększenie i wyda decyzję, a nowe kwoty mają być należne od maja 2027 roku.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.