Rzeczy na klatce schodowej a przepisy przeciwpożarowe. Czego nie wolno trzymać przed drzwiami?
Szafka na buty pod drzwiami, rower przy ścianie, stare meble wystawione „tylko na moment”. Dla ciebie to drobiazg, dla prawa – potencjalne przestępstwo zagrożone więzieniem. Kodeks karny mówi jasno: jak komuś coś się stanie grozi ci od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Nie mandat, nie upomnienie – prawdziwe więzienie.

Fot. Warszawa w Pigułce
Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, że zostawiając cokolwiek na klatce schodowej, balansują na granicy prawa karnego. Myślą kategoriami mandatu za parkowanie w niedozwolonym miejscu – najwyżej zapłacisz i sprawa z głowy. Problem w tym, że klatka schodowa to nie parking. To droga ewakuacyjna, ostatnia linia obrony między życiem a śmiercią w sytuacji pożaru. A polskie prawo traktuje zagrażanie tej drodze wyjątkowo surowo.
Starszy brygadier Paweł Frątczak, ekspert od ochrony przeciwpożarowej, tłumaczy to wprost: „Jeśli pozostawienie rzeczy na klatce schodowej nie wywołuje bezpośredniego zagrożenia pożarowego, to konsekwencje są mniej surowe. Ale w przypadku, gdy dojdzie do pożaru, odpowiedzialność będzie mierzona w charakterze przestępstwa. Za to winny może się spodziewać od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności”.
Legionowo: meble na korytarzu, ludzie w zadymieniu
23 stycznia 2023 roku mieszkańcy bloku przy Alei 3 Maja 31 w Legionowie przekonali się na własnej skórze, co oznacza zagracony korytarz w sytuacji zagrożenia. Tuż przed godziną 21:00 na 11. piętrze wybuchł pożar. Kiedy strażacy dotarli na miejsce, okazało się, że na korytarzu płoną składowane przedmioty – głównie meble.
Pożarowi towarzyszyło bardzo silne zadymienie, które momentalnie rozprzestrzeniło się po klatce schodowej i pobliskich mieszkaniach. Ludzie nie mogli uciec w dół, bo przez korytarz nie dało się przejść. Strażacy mieli problem z dotarciem na miejsce zdarzenia. Meble paliły się doskonale, generując toksyczne dymy. Scenariusz koszmarny, którego można było uniknąć, gdyby ktoś nie zrobił z korytarza prywatnego składziku.
Po takim zdarzeniu prokuratura rozpoczyna śledztwo. Szuka winnych. Jeśli ustali, że składowane przedmioty należały do konkretnego lokatora i że to one przyczyniły się do rozprzestrzenienia ognia albo utrudniły akcję ratunkową, właściciel tych rzeczy będzie odpowiadał przed sądem karnym. To nie jest teoria – to realna praktyka prokuratorska.
Kodeks karny nie zna litości
Art. 163 Kodeksu karnego dotyczy sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. W praktyce oznacza to sytuację, kiedy twój rower na klatce blokuje drogę ucieczki podczas pożaru, a ludzie nie mogą się ewakuować. Albo kiedy drewniana szafka przyspiesza rozprzestrzenianie ognia. Przepis mówi wprost: kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
10 lat więzienia. Za szafkę na buty. Brzmi absurdalnie, ale to dosłownie to, co napisane jest w kodeksie. Sąd będzie oczywiście brał pod uwagę okoliczności – czy właściciel przedmiotów działał rażąco niedbale, czy ignorował wcześniejsze wezwania zarządcy, czy przedmioty rzeczywiście utrudniły akcję ratunkową. Ale samo ryzyko odpowiedzialności karnej już powinno powstrzymać każdego przed wystawianiem czegokolwiek na klatkę. Brzmi, jak absurd, bo przecież można te rzeczy ominąć? Sęk w tym, że przy silnym zadymieniu nic nie widać i liczą się cenne sekundy.
Za nieumyślne spowodowanie pożaru kodeks karny przewiduje od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Jeżeli w wyniku tego pożaru wiele osób ucierpi na zdrowiu lub ktoś straci życie, kara może wynieść nawet 8 lat więzienia. A jeśli w konsekwencji zaniedbania ktoś poniesie śmierć, można spędzić w więzieniu od 2 do 12 lat.
12 lat. To wyrok, który dostają ludzie skazani za ciężkie przestępstwa. Wystarczy, że ktoś się potknął o wózek dziecięcy podczas ewakuacji, stracił przytomność w zadymieniu i nie zdołał się wydostać. Właściciel będzie odpowiadał za jego śmierć.
Prokuratura puka do drzwi właściciela rzeczy
Kiedy dochodzi do tragedii, prokuratura działa schematycznie. Biegły z zakresu pożarnictwa bada przyczyny i przebieg pożaru. Sporządza opinię, w której wskazuje wszystkie czynniki, które wpłynęły na jego rozwój i skutki. Jeśli stwierdzi, że składowane na korytarzu przedmioty przyspieszyły rozprzestrzenianie ognia albo uniemożliwiły szybką ewakuację, do raportu trafia informacja o właścicielu tych przedmiotów.
Zarządca budynku ma prawo domniemywać, że przedmiot stojący pod drzwiami lokalu nr 5 należy do właściciela lokalu nr 5. To proste i skuteczne. Prokuratura otrzymuje dane personalne, pod adres przylatuje wezwanie na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Nie świadka – podejrzanego o popełnienie przestępstwa zagrożonego karą pozbawienia wolności.
W takim momencie nagle okazuje się, że ta „wygodna” szafka na buty kosztowała nie tylko mandat, ale zniszczyła całe życie. Proces karny, obrońca, świadkowie, media donoszące o tragedii w bloku. Nawet jeśli ostatecznie sąd uzna, że nie było rażącego niedbalstwa i uniewinni, samo przejście przez takie postępowanie to traumatyczne doświadczenie.
A jeśli sąd jednak uzna winę? Kara może być zawieszona przy pierwszym przestępstwie i braku ofiar śmiertelnych, ale jeśli ktoś zginął – więzienie bez warunku. Kodeks karny nie pozostawia sądom dużego pola manewru przy najcięższych konsekwencjach.
Ubezpieczyciel odmówi, a sąsiad pozywa cywilnie
Konsekwencje karne to nie wszystko. Jeśli składowane przez ciebie przedmioty przyczyniły się do zwiększenia szkód w pożarze, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania. Ogólne Warunki Ubezpieczenia większości towarzystw ubezpieczeniowych zawierają klauzule wyłączające odpowiedzialność w przypadku rażącego niedbalstwa lub łamania przepisów prawa administracyjnego.
Spaliło ci się mieszkanie za 400 tys. zł? Ubezpieczyciel przeanalizuje raport straży pożarnej, zobaczy, że miałeś drewnianą szafkę na korytarzu wbrew przepisom i odmówi wypłaty. Zostaniesz z kredytem na spalone mieszkanie i zerową szansą na odbudowę.
Ale to jeszcze nie koniec kłopotów. Jeśli w wyniku utrudnionej ewakuacji – przez twój rower czy szafkę – sąsiad dozna uszczerbku na zdrowiu, może wystąpić przeciwko tobie z pozwem cywilnym o zadośćuczynienie i pokrycie kosztów leczenia. Kwoty w takich sprawach mogą sięgać dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych. Polisa OC w życiu prywatnym może nie zadziałać ze względu na wspomniane rażące niedbalstwo.
Wyobraź sobie sytuację: młody człowiek po pożarze spędził 3 miesiące w szpitalu, przeszedł kilka operacji, będzie miał blizny do końca życia. Jego prawnicy wyliczą koszty leczenia, utracone zarobki, cierpienie fizyczne i psychiczne. Sąd cywilny może zasądzić 200 tys. zł zadośćuczynienia. Bez możliwości odwołania, bez taryfy ulgowej. Płacisz albo komornik zabiera ci wszystko.
Mandaty to tylko wierzchołek góry lodowej
Większość artykułów o zastawianiu klatek skupia się na mandatach. 5 tys. zł grzywny brzmi groźnie, ale to naprawdę najmniejszy z możliwych problemów. Zgodnie z art. 82 Kodeksu wykroczeń za składowanie materiałów palnych na drogach ewakuacyjnych grozi mandat od 20 zł do 5 tys. zł albo areszt od 5 do 30 dni.
30 dni aresztu to już nieprzyjemne, ale wciąż wykroczenie, nie przestępstwo. Nie zostaje w aktach karnych na zawsze, nie uniemożliwia podjęcia pracy w zawodach zaufania publicznego. To kara porządkowa za naruszenie przepisów bez poważnych konsekwencji.
Prawdziwy problem zaczyna się w momencie, gdy te przedmioty stają się współsprawcą tragedii. Wtedy wchodzi w grę kodeks karny, prokuratura, sąd okręgowy, wyroki bezwzględnego pozbawienia wolności. Wtedy już nie chodzi o mandat, tylko o lata życia spędzone za kratkami.
Straż Pożarna i Straż Miejska coraz częściej przeprowadzają kontrole budynków mieszkalnych. Jeśli zauważą przedmioty na klatce schodowej, wystawiają mandaty na miejscu. Zarządcy budynków również nie odpuszczają – oficjalne pisma z wyznaczonym terminem usunięcia rzeczy, a po jego upływie komisyjne usunięcie przedmiotów i utylizacja za pieniądze lokatora.
Problem w tym, że wielu ludzi traktuje te działania jako nadgorliwość urzędników. Płaci mandat, wyrzuca rzeczy, a za miesiąc znowu wystawia coś na korytarz. Nie rozumieją, że ci urzędnicy nie robią tego dla zabawy. Robią to, bo wiedzą, co może się wydarzyć w razie pożaru. I nie chcą mieć na sumieniu ofiar śmiertelnych.
Rozporządzenie MSWiA nie pozostawia wątpliwości
Podstawą prawną zakazującą trzymania czegokolwiek na klatce schodowej jest Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 czerwca 2010 roku w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Paragraf 4 ust. 1 pkt 16 mówi wprost: zabronione jest lokalizowanie elementów wystroju wnętrz, instalacji i urządzeń w sposób, który zmniejsza wymiary drogi ewakuacyjnej poniżej wartości wymaganych w przepisach techniczno-budowlanych.
Minimalna szerokość drogi ewakuacyjnej powinna wynosić 80 cm. Nawet jeśli twój rower „stoi pod ścianą” i teoretycznie można się przecisnąć, jeśli zwęża korytarz poniżej 80 cm – łamiesz prawo. A jeśli dojdzie do pożaru i ten rower utrudni akcję ratunkową, odpowiesz przed sądem karnym.
Rozporządzenie zakazuje również składowania materiałów palnych na drogach komunikacji ogólnej służących ewakuacji. Materiały palne to nie tylko benzyna czy farby – to także drewniane meble, kartony, stare gazety, plastikowe przedmioty. Właściwie wszystko, co się pali. A pali się praktycznie wszystko, co ludzie wystawiają na klatki.
Co to oznacza dla czytelnika
Jeśli masz cokolwiek na klatce schodowej – wózek, rower, szafkę, buty, donice – przenieś to natychmiast do mieszkania, piwnicy lub wózkowni. Nie jutro, nie w weekend. Dzisiaj. Każda minuta, kiedy te przedmioty stoją na korytarzu, to minuta potencjalnego zagrożenia dla ciebie i twoich sąsiadów.
Nie ma znaczenia, czy „sąsiedzi nie mają nic przeciwko” albo „wszyscy tak robią”. Zgoda wspólnoty mieszkaniowej czy spółdzielni nie może stać w sprzeczności z powszechnie obowiązującym prawem. Uchwała wspólnoty zezwalająca na trzymanie rzeczy na klatce jest z mocy prawa nieważna. W przypadku kontroli lub wypadku zostanie uznana za bezwartościową.
Jeśli zarządca wysłał ci pismo z wezwaniem do usunięcia przedmiotów, nie ignoruj go. To nie jest pustą groźbą. To ostrzeżenie przed realnymi konsekwencjami prawnymi. Następnym krokiem może być usunięcie rzeczy na twój koszt albo wezwanie Straży Pożarnej, która wystawi mandat. A jeśli dojdzie do tragedii – będzie już za późno na jakiekolwiek tłumaczenia.
Sprawdź szerokość przejścia na swojej klatce. Jeśli wynosi mniej niż 80 cm w najwęższym miejscu, ktoś łamie przepisy przeciwpożarowe. Zgłoś to zarządcy, a jeśli nie zareaguje – do Straży Pożarnej. Nie bój się, że cię uznają za donosiciela. Dbanie o wspólne bezpieczeństwo to nie donosicielstwo, to odpowiedzialność.
W sytuacji pożaru każda sekunda decyduje o życiu. Czysta, drożna klatka schodowa to nie kwestia estetyki czy uniknięcia mandatu. To gwarancja, że ty i twoja rodzina będziecie mogli bezpiecznie opuścić budynek. Ryzykowanie życiem dla dodatkowego metra kwadratowego na przechowywanie roweru to decyzja, za którą możesz zapłacić latami w więzieniu.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.