Potężny kryzys uderzy w Polskę. Jest gorzej niż zakładano. To będzie gigantyczny dramat wszystkich Polaków. Eksperci: będzie gorzej

To już nie tylko ostrzeżenie naukowców. To już się dzieje. Jeżeli rząd czegoś nie zrobi dzisiejsi 30. i 40. latkowie będą musieli pracować dopóki starczy im sił, a o emeryturze będą mogli tylko pomarzyć. Statystyki są alarmujące i Ci, którzy śmieją się dziś w twarz demografii, będą musieli uśmiechnąć się do funduszy, które pozwolą im funkcjonować za kilkadziesiąt lat.

Fot. Warszawa w Pigułce

Każde następne pokolenie będzie o połowę mniejsze

Liczba ludności Polski na koniec 2025 roku wyniosła 37 mln 332 tys. osób – o 157 tys. mniej niż rok wcześniej. Współczynnik dzietności spadł do szacowanego poziomu 1,03 – najniższego w powojennej historii kraju i jednego z najniższych na świecie. W całym 2025 roku urodziło się ok. 238 tys. dzieci, czyli o 14 tys. mniej niż w 2024 r. Liczba zgonów przewyższyła liczbę urodzeń o 168 tys. Żadne programy prorodzinne nie zatrzymały tego trendu, a demografowie nie widzą dziś mechanizmu, który mógłby go szybko odwrócić.

Do prostej zastępowalności pokoleń potrzeba współczynnika dzietności na poziomie 2,1. W Polsce jeszcze w 2017 roku wynosił on 1,45 – i dawał pewien bufor. Potem nastąpił zjazd: 1,32 w 2021 roku, 1,16 w 2023, szacunkowo 1,11 w 2024, a teraz 1,03. To oznacza, że statystyczna Polka urodzi w całym życiu zaledwie jedno dziecko. Przy takim współczynniku każde kolejne pokolenie będzie o połowę mniejsze od poprzedniego.

W rankingu OECD Polska zajmuje 3. miejsce od końca pod względem dzietności na świecie – wyprzedza jedynie Chile i Koreę Południową. W Europie gorzej jest tylko na Litwie, gdzie współczynnik za pierwszy kwartał 2025 roku wyniósł 1,0, oraz w Estonii (1,09). Dla porównania: Francja notuje 1,56, Holandia – 1,39, a Węgry – mimo wydatków na politykę prorodzinną na poziomie 4 proc. PKB – 1,3. To ostatnie zestawienie jest szczególnie wymowne: nawet najhojniejsza polityka demograficzna w Europie nie gwarantuje odbicia.

Prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego, członek Rady ds. Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP, w rozmowie z PAP wskazał na nakładanie się kilku procesów strukturalnych jednocześnie. „Do rosnącego wieku, w którym najczęściej kobiety decydują się na posiadanie potomstwa, dochodzą coraz mniej liczne roczniki. Jednocześnie do wieku wysokiej umieralności wchodzą pierwsze roczniki powojennego wyżu demograficznego” – wyjaśnił. Ekspert zwrócił też uwagę, że rzeczywista dzietność Polek jest jeszcze niższa niż sugerują zagregowane dane: w 2024 roku prawie 7 proc. dzieci urodzonych w Polsce miało matki z innym obywatelstwem niż polskie.

Do 2060 roku zniknie ponad 6,5 mln Polaków

Zgodnie z prognozą GUS do 2060 roku populacja Polski spadnie z obecnych ponad 37 mln do ok. 30,9 mln mieszkańców – ubytek przekroczy 6,5 mln osób, czyli więcej niż łączna liczba mieszkańców pięciu najmniejszych województw. Mediana wieku wzrośnie z obecnych ok. 43 lat do ponad 50 lat. Osoby w wieku 65+ będą stanowić ok. 32 proc. populacji wobec 24 proc. dziś.

Równolegle kurczy się baza pracujących. Wg danych GUS współczynnik obciążenia demograficznego – czyli liczba osób w wieku nieprodukcyjnym przypadająca na 100 pracujących – wzrósł z 55 w 2010 roku do 72 w 2025 roku. Dominik Owczarek, dyrektor Programu Polityki Społecznej z Instytutu Spraw Publicznych, w rozmowie z TVN24 Biznes ostrzegł, że nawet gdy odejdą roczniki powojennego wyżu, dynamika tego wzrostu nieco zwolni, ale sam wskaźnik nadal będzie rósł. „Problemem nie jest sam spadek liczby ludności, ale tempo tych zmian i ich konsekwencje dla pracujących” – ocenił ekspert.

Mniejsze roczniki to też mniejsze wpływy do ZUS i niższe emerytury

Matematyka systemu emerytalnego jest bezlitosna. W 2025 roku w wieku produkcyjnym jest ok. 21,7 mln Polaków, a emerytów – ok. 9 mln. GUS szacuje, że do 2060 roku liczba pracujących skurczy się do ok. 15 mln, podczas gdy liczba emerytów wzrośnie do ok. 11 mln. Mniej pracujących oznacza niższe wpływy ze składek ZUS i podatków dochodowych – w tym samym czasie, gdy wydatki na świadczenia i opiekę zdrowotną dla starzejącego się społeczeństwa rosną.

Owczarek wskazuje jednak, że kryzys nie musi być nieuchronny pod warunkiem inwestycji w produktywność pracy. „Jeśli jeden pracownik będzie w stanie wytworzyć więcej wartości i utrzymać jednego emeryta, system nadal może funkcjonować” – powiedział TVN24 Biznes. W jego ocenie kluczem są robotyzacja, automatyzacja, cyfryzacja i sztuczna inteligencja. Kontrolowana migracja może częściowo łagodzić skutki demograficzne, ale – jak zaznaczył, powołując się na symulacje GUS – „jest daleko niewystarczająca” jako samodzielne remedium.

Przyczyny głębsze niż ekonomia

Przez lata dominowało przekonanie, że niska dzietność wynika głównie z trudnej sytuacji materialnej: wysokich cen mieszkań, niepewności rynku pracy, braku żłobków. Dane z ostatnich lat podważają tę tezę. Polska od kilkunastu lat prowadzi intensywną politykę prorodzinną – od programu 500+, przez 800+, po ulgi podatkowe i „Mama 4+” – a mimo to dzietność nie tylko nie wzrosła, ale osiąga kolejne rekordy. Poziom życia mierzony siłą nabywczą jest dziś najwyższy w historii, a dzietność najniższa.

Prof. Szukalski wskazał na głębszą zmianę: „Do dorosłości dochodzi pokolenie, dla którego dziecko nie jest oznaką sukcesu życiowego” – powiedział PAP. Średni wiek kobiet w momencie urodzenia pierwszego dziecka wzrósł z 22,7 lat w 1990 roku do 29,1 lat w 2024 roku. Coraz więcej odkłada decyzję o macierzyństwie, część rezygnuje z niego całkowicie. Maleje też liczba trwałych związków – eksperci wskazują m.in. na rosnącą polaryzację światopoglądową młodych ludzi, przeniesienie relacji do sieci i zastępowanie realnych kontaktów przez media społecznościowe.

Choć Polska jest w gronie krajów najdotkliwiej dotkniętych tym zjawiskiem, prof. Szukalski zaznaczył, że nie jest wyjątkiem. „Praktycznie cała Europa w ostatnich trzech-czterech latach doświadcza gwałtownego spadku dzietności” – powiedział PAP. Korea Południowa notuje dzietność poniżej 1,0, Chiny odnotowały pierwszy od dekad spadek populacji. Żaden kraj nie znalazł dotąd skutecznego narzędzia, które szybko odwróciłoby ten trend.

Co stanie się po 2050 roku, jeśli trend demograficzny się nie odwróci

Prognozy GUS zakładają spadek liczby ludności do ok. 30,9 mln w 2060 roku. To jednak scenariusz umiarkowany, oparty na założeniu, że dzietność w pewnym momencie przestanie spadać. Jeśli jednak utrzyma się na poziomie zbliżonym do obecnego – czyli około 1 dziecka na kobietę – proces wyludniania może przyspieszyć również po połowie stulecia. Wtedy zmiany nie będą już tylko statystyczne. Staną się widoczne w przestrzeni, gospodarce i codziennym życiu.

Polska będzie coraz starszym krajem

Najbardziej odczuwalną zmianą będzie dalsze starzenie się społeczeństwa. Już dziś mediana wieku w Polsce wynosi około 43 lat, a według prognoz w połowie wieku przekroczy 50. Jeśli liczba urodzeń pozostanie bardzo niska, udział osób powyżej 65 roku życia będzie rósł jeszcze szybciej.

W praktyce oznacza to społeczeństwo, w którym niemal co trzeci mieszkaniec będzie seniorem. W wielu regionach proporcje mogą być jeszcze bardziej przesunięte. Zmieni się struktura usług, rynku pracy i wydatków publicznych. Znacznie większe środki będą trafiać na ochronę zdrowia, opiekę długoterminową i system emerytalny.

Coraz mniej pracujących utrzyma coraz więcej emerytów

Największym wyzwaniem pozostanie relacja między liczbą pracujących a liczbą osób pobierających świadczenia. Już dziś na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada ponad 70 osób w wieku nieprodukcyjnym. Jeśli populacja będzie dalej się kurczyć, a jednocześnie starzeć, proporcja ta może zbliżyć się do poziomu niespotykanego wcześniej w historii Polski.

Oznacza to rosnącą presję na system emerytalny i finanse publiczne. Mniej pracujących to mniejsze wpływy ze składek i podatków. Jednocześnie wydatki państwa rosną, bo rośnie liczba seniorów wymagających świadczeń, opieki zdrowotnej i wsparcia społecznego.

Ekonomiści wskazują, że bez wzrostu produktywności pracy utrzymanie równowagi systemu będzie coraz trudniejsze. Oznacza to większą rolę nowych technologii, automatyzacji oraz zmian w organizacji pracy.

Zmieni się mapa kraju

Jeśli demografia będzie się pogarszać także po 2050 roku, najbardziej odczują to mniejsze miasta i regiony peryferyjne. Proces wyludniania jest już widoczny w wielu powiatach, gdzie młodzi ludzie wyjeżdżają do dużych ośrodków lub za granicę.

W kolejnych dekadach może to prowadzić do zamykania szkół, ograniczania transportu publicznego i spadku liczby usług. Niektóre miejscowości będą się kurczyć do poziomu niewielkich ośrodków senioralnych. Największe metropolie – Warszawa, Kraków czy Trójmiasto – będą się starzeć wolniej, ale również tam liczba mieszkańców może stopniowo maleć.

Zmiany demograficzne wpłyną także na rynek nieruchomości. W wielu regionach spadek liczby mieszkańców może oznaczać niższy popyt na mieszkania i wolniejsze tempo wzrostu cen.

Większa rola migracji i technologii

W krajach, które już mierzą się z podobnym problemem, odpowiedzią jest częściowo imigracja oraz wzrost wydajności pracy. Napływ pracowników z zagranicy może spowolnić spadek liczby pracujących, ale – jak wskazują analizy demograficzne – nie jest w stanie samodzielnie odwrócić trendu.

Drugim filarem jest rozwój technologii. Automatyzacja, robotyzacja i sztuczna inteligencja pozwalają utrzymać produkcję nawet przy malejącej liczbie pracowników. W wielu branżach już dziś jeden pracownik wytwarza wielokrotnie więcej wartości niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Społeczeństwo będzie wyglądało inaczej niż dziś

Jeśli trend utrzyma się przez kolejne dekady, Polska w drugiej połowie XXI wieku będzie krajem o zupełnie innej strukturze społecznej. Będzie mniej dzieci, mniej młodych rodzin i mniej ludzi w wieku produkcyjnym. Jednocześnie znacząco wzrośnie liczba osób starszych.

Demografowie podkreślają jednak, że spadek liczby ludności nie musi automatycznie oznaczać kryzysu gospodarczego. Kluczowe będzie tempo zmian oraz zdolność państwa i gospodarki do dostosowania się do nowych realiów. W krajach rozwiniętych, takich jak Japonia czy Niemcy, starzenie się społeczeństwa trwa od lat, a mimo to gospodarki nadal pozostają silne.

To jednak proces wymagający długoterminowej strategii – zarówno w polityce społecznej, jak i w gospodarce. Jeśli dzietność pozostanie bardzo niska także po 2050 roku, Polska będzie musiała przystosować się do świata, w którym ludzi jest mniej, a społeczeństwo jest wyraźnie starsze niż dziś.

Co to oznacza dla Ciebie? Zabezpiecz się i zacznij przygotowywać

Jeśli masz dziś 30-40 lat, twoja emerytura z systemu publicznego będzie niemal na pewno niższa niż świadczenia obecnych emerytów – i to niezależnie od tego, kto będzie rządził. Liczba pracujących, którzy będą finansować twoje świadczenie, systematycznie maleje. Warto już teraz rozważyć prywatne oszczędzanie w ramach III filaru emerytalnego – IKE, IKZE czy PPE. To niejedyne instrumenty, ale łatwo dostępne i dające realne ulgi podatkowe.

Jeśli myślisz o zakupie nieruchomości lub inwestycji w mniejszym mieście, zwróć uwagę na prognozy demograficzne dla danego regionu. GUS szacuje, że do 2060 roku część województw straci ponad jedną czwartą mieszkańców – co bezpośrednio przełoży się na popyt na mieszkania i ceny nieruchomości poza największymi aglomeracjami. Warszawa, Kraków i Trójmiasto będą się starzeć wolniej niż Polska powiatowa – ale i one skurczą się w stosunku do dziś.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl