Polska wyśle żołnierzy na Bliski Wschód? Tusk przedstawia jednoznaczne stanowisko. Od tej deklaracji nie ma odwołania
Premier Donald Tusk złożył we wtorek 17 marca jednoznaczną deklarację – Polska nie wyśle swoich wojsk do Iranu. Szef rządu odniósł się wprost do apeli prezydenta USA Donalda Trumpa, który od kilku dni naciska sojuszników, by włączyli się w operacje militarne w rejonie Cieśniny Ormuz.

Fot. Shutterstock
„Ten konflikt nie dotyczy bezpośrednio naszego bezpieczeństwa”
Deklaracja Tuska padła przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów. Premier był konkretny i nie pozostawił pola do interpretacji. „Polska ma inne zadania w ramach NATO. Dotyczy to zarówno naszych sił lądowych, powietrznych, jak i morskich, które są ciągle – powiedziałbym – w budowie” – oświadczył szef rządu.
Tusk wyjaśnił też, że polskie aktywa morskie mają z góry określone priorytety. „To, co mamy w dyspozycji, jeśli chodzi o morze, musi służyć bezpieczeństwu Bałtyku. I to nasi sojusznicy, w tym Amerykanie, bardzo dobrze rozumieją. A więc nie ma powodu do niepokoju” – dodał premier. Podkreślił, że rząd nie przewiduje żadnej ekspedycji w kierunku irańskim i że stanowisko to nie budzi wątpliwości ze strony sojuszników.
Na podobnej linii wcześniej wypowiedział się prezydent Karol Nawrocki, który również wykluczył scenariusz wysyłania polskich żołnierzy do Iranu.
Jak doszło do kryzysu przy Cieśninie Ormuz
Żeby zrozumieć, dlaczego w ogóle pojawił się temat polskich wojsk na Bliskim Wschodzie, trzeba cofnąć się o kilkanaście dni. 28 lutego Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły naloty na Iran. Był to drugi w ciągu roku atak na irańskie instalacje – wcześniej, w nocy z 21 na 22 czerwca 2025 roku, Pentagon przeprowadził precyzyjne uderzenia na kluczowe obiekty jądrowe w Fordo, Natanz i Isfahanie.
Tym razem Izrael wziął na cel instalacje wojskowe, siedzibę irańskiej telewizji i budynki administracji. Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na Izrael – między innymi na Tel Awiw i Hajfę. W ramach dalszych działań odwetowych Teheran zamknął Cieśninę Ormuz dla statków związanych z USA, Izraelem i ich sojusznikami. To decyzja o globalnych konsekwencjach: przez Ormuz w normalnych warunkach przepływa około 20 proc. ropy transportowanej drogą morską i około 30 proc. gazu LPG.
Ceny ropy gwałtownie wzrosły – baryłka kosztuje dziś około 100 dolarów, czyli niemal o 50 proc. więcej niż przed wybuchem konfliktu. Blokada szlaku morskiego odczuwalna jest na każdej stacji paliw w Europie.
Trump naciska – Europa odpowiada chłodno
W niedzielę 15 marca Trump ponowił apele do sojuszników, by wysłali okręty w rejon Bliskiego Wschodu i pomogli odblokować Ormuz. Prezydent USA zaznaczył, że Europa i Chiny, w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, są silnie uzależnione od ropy z Zatoki Perskiej. Prowadził przy tym rozmowy z „około siedmioma krajami”, choć nie wskazał, które to państwa.
Trump nie szczędził gróźb. „Jeśli nie będzie odpowiedzi albo odpowiedź będzie negatywna, myślę, że to będzie bardzo złe dla przyszłości NATO” – stwierdził, oskarżając sojuszników o niewdzięczność po latach amerykańskiej ochrony.
Reakcja Europy była jednak przewidywalnie powściągliwa. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zwrócił uwagę, że działania przeciw Iranowi nie mają mandatu ONZ – wymaganego, by były zgodne z prawem międzynarodowym. Wytknął też USA i Izraelowi brak konsultacji przed atakiem. Większość zachodnioeuropejskich stolic sygnalizowała, że nie zamierza angażować się militarnie po stronie Waszyngtonu.
Polscy żołnierze już są w regionie – ale w innej roli
Niezależnie od deklaracji o braku nowych deploymentów, Polska ma w tym rejonie swoje kontyngenty wojskowe realizujące zadania mandatowe. Już 28 lutego, bezpośrednio po wybuchu konfliktu, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) poinformowało, że sytuacja polskich żołnierzy jest na bieżąco monitorowana.
Zgodnie z komunikatem DORSZ: „Na obecnym etapie nie odnotowano zdarzeń stanowiących zagrożenie dla życia i zdrowia polskich żołnierzy. Zdolność Polskich Kontyngentów Wojskowych do realizacji zadań mandatowych pozostaje utrzymana.” Żołnierze stosują procedury Force Protection – obejmujące między innymi działania ograniczające ryzyko związane z ostrzałem rakietowym i atakami dronów.
Co to oznacza dla Polski i Polaków za granicą?
Decyzja o nieprzysyłaniu wojsk to jedno, ale konflikt ma też bezpośrednie przełożenie na codzienne życie. Skokowy wzrost cen ropy przy zablokowanej Cieśninie Ormuz przekłada się na droższe paliwa w całej Europie – w Polsce skutki widać już na stacjach. Jeśli blokada się utrzyma lub eskalacja konfliktu pogłębi się, ekonomiczne konsekwencje będą rosły.
Polskie MSZ i premier Tusk apelowali wcześniej do obywateli przebywających w Iranie o natychmiastowe opuszczenie tego kraju. Ostrzeżenie pozostaje w mocy – MSZ odradza wszelkie podróże do Iranu, a możliwości ewakuacyjne w razie eskalacji konfliktu są bardzo ograniczone.
Co to oznacza dla Ciebie? Co powinieneś zrobić teraz? Porady dla czytelnika
- Jeśli ty lub ktoś z twoich bliskich jest w Iranie lub planuje tam podróż – MSZ jednoznacznie odradza wyjazdy do tego kraju. Polacy przebywający w Iranie powinni jak najszybciej opuścić jego terytorium. W razie problemów można kontaktować się z polską ambasadą lub infolinią konsularną MSZ.
- Jeśli interesuje cię wpływ konfliktu na ceny paliw – baryłka ropy jest dziś o blisko połowę droższa niż sprzed 28 lutego. Przy przedłużającej się blokadzie Ormuzu dalszy wzrost cen benzyny i diesla jest realny. Warto na bieżąco śledzić sytuację przy planowaniu dłuższych podróży samochodem.
- Jeśli zastanawiasz się, czy Polska jest bezpieczna – zarówno Premier Donald Tusk, jak i Prezydent Karol Nawrocki są zgodni: konflikt na Bliskim Wschodzie nie zagraża bezpośrednio Polsce. Priorytetem pozostaje wschodnia flanka NATO i bezpieczeństwo Bałtyku.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.