Bruksela szuka awaryjnego hamulca na rachunki za energię. Będzie taniej, ale nie dla wszystkich

Komisja Europejska przygotowuje pakiet krótkoterminowych działań, które mają zmniejszyć koszty energii. Chodzi o zmiany w podatkach energetycznych, opłatach sieciowych i kosztach emisji CO2 – wynika z dokumentu, do którego dotarła agencja Reuters w marcu 2026 r. Dokument został przygotowany na wewnętrzne spotkanie komisarzy i jeszcze nie ma statusu oficjalnej propozycji, ale pokazuje kierunek myślenia Brukseli w momencie, gdy europejski przemysł bije na alarm.

Fot. Warszawa w Pigułce

Termin jest nieprzypadkowy. 19 marca odbędzie się szczyt unijnych przywódców, na którym przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zobowiązała się przedstawić konkretne opcje działania. Dokument, o którym pisze Reuters, jest właśnie wstępnym przeglądem tego, co Bruksela może zaproponować. Nie wszystko z tej listy trafi ostatecznie na stół – ale samo pojawienie się takich analiz mówi dużo o skali problemu.

Opłaty sieciowe i podatki energetyczne – tu KE widzi największą rezerwę

Zgodnie z dokumentem opisanym przez Reutersa, Komisja zamierza skupić się na 2 konkretnych składowych rachunków za energię. Opłaty sieciowe stanowią ok. 18 proc. kosztów energii elektrycznej dla przemysłu – i to właśnie tu KE widzi potencjał do szybkich interwencji, bo ich wysokość zależy od decyzji krajowych i unijnych regulacji, które można stosunkowo szybko zmienić.

Drugi obszar to koszty emisji CO2 – ok. 11 proc. rachunków za energię. Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) wycenia każdą tonę dwutlenku węgla na ok. 80 euro. Dla porównania: chiński system handlu emisjami – ok. 9 euro za tonę, południowokoreański – ok. 7 euro za tonę. Ta różnica cenowa jest jednym z kluczowych argumentów, które przemysł europejski podnosi od lat, domagając się wyrównania warunków gry na globalnym rynku.

Komisja ma też przypomnieć państwom członkowskim, że istnieją narzędzia, z których rządy korzystają zbyt rzadko: pomoc publiczna kompensująca koszty pośrednie systemu ETS oraz kontrakty różnicowe gwarantujące przemysłowi stabilną cenę energii. Dokument wskazuje, że możliwości te są systematycznie niedowykorzystywane – von der Leyen zwróciła na to uwagę wprost już w lutym, gdy oznajmiła, że państwa członkowskie przeznaczają mniej niż 5 proc. przychodów z ETS na dekarbonizację przemysłu.

„Rozwiązanie pomostowe” – czyli co to znaczy w praktyce

Komisja nie obiecuje trwałego rozwiązania problemu. W dokumencie widnieje zdanie mówiące, że żadna propozycja legislacyjna nie przyniesie natychmiastowych efektów i że potrzebne jest „rozwiązanie pomostowe” na najbliższe 2-5 lat – do czasu, gdy zielona transformacja sama z siebie zacznie obniżać ceny energii, co jest już widoczne w niektórych regionach Europy.

To istotna informacja dla europejskiego przemysłu: Bruksela nie zmienia swojego długofalowego kursu, ale przyznaje, że transformacja energetyczna ma luki czasowe, w których koszty są zbyt wysokie, by europejskie firmy mogły normalnie konkurować z rywalami z Chin i USA. Dokument przewiduje też, że gdyby dostawy energii zostały dalej zakłócone, Komisja jest gotowa do wprowadzenia środków zachęcających do ograniczenia zużycia – tak jak robiła to w 2022 roku, gdy Rosja drastycznie zmniejszyła dostawy gazu.

To bezpośrednie odniesienie do aktualnej sytuacji geopolitycznej. Atak USA i Izraela na Iran wywołał skokowy wzrost cen ropy i gazu, który jest nowym, nieprzewidzianym czynnikiem presji kosztowej na europejski przemysł. Europejskie firmy i tak już wskazywały, że nie mogą konkurować z chińskimi i amerykańskimi rywalami. Teraz mają do czynienia z dodatkowym szokiem cenowym, który komplikuje kalkulacje inwestycyjne.

Ponad 1300 firm podpisało deklarację z Antwerpii: ceny muszą spaść

Kontekst dla dokumentu KE to narastająca presja ze strony europejskiego biznesu. W połowie lutego, podczas szczytu przemysłowego w Antwerpii, ponad 1300 europejskich organizacji branżowych podpisało deklarację wzywającą Brukselę do obniżenia cen energii i kosztów emisji. Branże reprezentowane w dokumencie obejmowały stal, chemię, aluminium, cement i szereg innych sektorów energochłonnych.

Deklaracja wzywała do powrotu cen energii elektrycznej do poziomów sprzed 2021 roku – czyli do ok. 44 euro za MWh, podczas gdy aktualne ceny oscylują w przedziale 80-100 euro za MWh. To cel ambitny, bo oznaczałby zmniejszenie rachunków o połowę, ale pokazuje skalę rozbieżności między tym, czego wymaga transformacja, a tym, na co stać europejski przemysł tu i teraz.

Markus Kamiech, prezes BASF i jednocześnie przewodniczący europejskiego stowarzyszenia przemysłu chemicznego, powiedział Reutersowi przy okazji szczytu w Antwerpii, że UE musi pilnie zreformować system ETS i zawiesić planowane wygaszanie darmowych uprawnień do emisji – bo inaczej branżę chemiczną czeka zapaść. Według jego szacunków, całkowite wydatki europejskich firm na uprawnienia mogą sięgnąć 1 mld euro do lat 30. XXI wieku, jeśli system nie zostanie zmieniony.

Dane branżowe są alarmujące. Od 2023 roku zamknięto w Europie ponad 20 dużych zakładów chemicznych, likwidując 30 000 miejsc pracy – podaje związek zawodowy IndustriALL. Inwestycje w europejski przemysł chemiczny runęły w 2025 roku o ponad 80 proc. Symbolicznym sygnałem jest decyzja samego BASF – największego europejskiego koncernu chemicznego – który zainwestował w Chinach 8,7 mld euro w swój największy zakład produkcyjny w historii firmy. Uruchomiono go częściowo w grudniu 2025 roku.

Von der Leyen broni ETS, ale przyznaje: podatki od elektryczności są 15 razy za wysokie

Komisja staje w obliczu klasycznego dylematu: zielona transformacja wymaga, żeby emisja CO2 kosztowała – bo tylko w ten sposób rynek ma motywację, by inwestować w czyste technologie. Jednocześnie zbyt wysokie koszty emisji dziś sprawiają, że firmy przenoszą produkcję tam, gdzie CO2 jest tanie lub bezpłatne – czego efektem nie jest mniej emisji na świecie, ale ich przeniesienie poza europejski rejestr.

Von der Leyen stara się pogodzić oba cele. Podczas szczytu przemysłowego w Antwerpii powiedziała wprost, że podatki, które przemysł płaci za energię elektryczną, są 15 razy wyższe niż te płacone za gaz – i że Komisja będzie pracować z rządami nad ich obniżeniem. Zadeklarowała też, że KE zamierza poszerzyć zastosowanie kontraktów różnicowych w całej UE – nie tylko dla dużych odbiorców, ale też dla mniejszych firm.

Głos w tej debacie zabrało jednak 7 ministrów energetyki – z Danii, Finlandii, Łotwy, Luksemburga, Holandii i Portugalii – którzy w liście do Komisji ostrzegli przed naruszaniem zasad rynku energetycznego. Ich zdaniem, demontaż reguł kształtowania cen energii podważy inwestycje w czyste technologie, co w długim terminie utrwali, a nie rozwiąże problem wysokich kosztów. Euronews cytuje Teresę Riberę, wiceprzewodniczącą wykonawczą KE, która stwierdziła: „Prawdziwym ryzykiem nie jest zbyt szybka transformacja, ale zbyt wolna.”

Niemcy w centrum sporu: Merz chciał zlikwidować ETS

Spór o koszty energii ma też wyraźny wymiar polityczny. Niemcy – największa gospodarka UE i kraj, który najboleśniej odczuwa deindustrializację – przez chwilę stały się centrum kontrowersji. Kanclerz Friedrich Merz zasugerował publicznie, że system ETS powinien zostać zlikwidowany. Wkrótce potem wycofał się z tej propozycji, ale sygnał poszedł w świat: nawet w Berlinie pojawiają się głosy kwestionujące fundamenty unijnej polityki klimatycznej.

Euronews wskazuje, że gwałtowny wzrost cen ropy i gazu po atakach USA i Izraela na Iran sprawia, że europejscy przywódcy są bardziej podatni na naciski lobby przemysłowego, które od lat domaga się zawieszenia lub złagodzenia ETS. Przez dwie dekady system ten obniżył emisje unijnych instalacji o niemal 50 proc. i wygenerował ponad 260 mld euro przychodów dla budżetów krajowych i unijnych. Likwidacja byłaby nie tylko krokiem wstecz w polityce klimatycznej, ale też finansowym ciosem dla budżetów, które opierają planowanie wieloletnie na przychodach z uprawnień.

Bloomberg informuje, że do Komisji trafił list od lobby energetycznego z ostrzeżeniem, by nie naruszać zasad kształtowania cen na rynku energetycznym. Napięcie między potrzebą szybkiej ulgi a ryzykiem długoterminowych skutków dla transformacji będzie dominującym wątkiem marcowego szczytu.

Co z Polską – i co to znaczy dla polskiego przemysłu

Polska jest jedną z gospodarek UE, która czuje podwójną presję: z jednej strony wysokie ceny energii, z drugiej konieczność transformacji energetycznej przy wciąż silnej zależności od węgla. Polskie firmy energochłonne – w hutnictwie, ceramice, przemyśle chemicznym, produkcji szkła – płacą za uprawnienia ETS tak samo jak ich zachodnioeuropejscy konkurenci, choć startują z pozycji znacznie bardziej emisyjnego miksu energetycznego.

Jeśli Komisja zdecyduje się na obniżenie kosztów ETS lub zamrożenie opłat sieciowych, Polska może na tym skorzystać. Problem w tym, że tego rodzaju ulgi mają charakter tymczasowy, a po ich wygaśnięciu firmy wracają do punktu wyjścia – chyba że w międzyczasie radykalnie obniżyły emisyjność swojej produkcji. Dla polskiego przemysłu, który transformację dopiero zaczyna, okno pomocy może być za krótkie, żeby w pełni je wykorzystać.

Szczyt 19 marca pokaże, które z analizowanych opcji Komisja zdecyduje się postawić na stole. Dokumenty przygotowawcze – takie jak ten, do którego dotarł Reuters – rzadko przekładają się jeden do jednego na ostateczne propozycje. Ale sam fakt, że KE analizuje możliwość obniżenia kosztów węglowych i sieci dla przemysłu, jest sygnałem, że Bruksela traktuje problem poważnie – i że dotychczasowe instrumenty nie wystarczają.

Co to oznacza dla polskich firm – kilka kwestii do śledzenia

  • Obserwuj decyzje ze szczytu 19 marca. Von der Leyen ma przedstawić konkretne opcje dla unijnych przywódców. Jeśli któraś z nich dotyczyć będzie tymczasowego obniżenia kosztów sieci lub uprawnień ETS, polskie firmy energochłonne powinny się do tego przygotować – zarówno pod kątem korzystania z ewentualnych ulg, jak i planowania na czas po ich wygaśnięciu.
  • Kontrakty różnicowe to niedocenione narzędzie. Komisja zwraca uwagę, że rządy państw członkowskich korzystają z kontraktów różnicowych dla przemysłu za rzadko. Ten instrument – gwarantujący stabilną cenę energii na dłuższy czas – może być korzystny dla firm produkcyjnych z wysokim zużyciem energii. Warto sprawdzić, czy w Polsce funkcjonuje taki mechanizm i czy twoja firma może z niego skorzystać.
  • Kompensata za pośrednie koszty ETS – sprawdź, czy przysługuje. Polska, jak większość krajów UE, ma możliwość wypłacania pomocy publicznej firmom, które pośrednio ponoszą koszty systemu ETS (przez wyższe rachunki za energię elektryczną). Dokument KE wskazuje, że ten instrument jest powszechnie niedowykorzystywany. Firmy z sektorów uprawnionych do kompensaty – m.in. producenci aluminium, stali, papieru, chemikaliów – powinny zweryfikować, czy złożyły wnioski o należne im środki.
  • Nie planuj z założeniem, że ceny energii szybko spadną. „Rozwiązanie pomostowe” na 2-5 lat to nie gwarancja niższych cen – to przyznanie przez Komisję, że problem jest realny i że szukane są tymczasowe odpowiedzi. Długoterminowe plany inwestycyjne powinny zakładać wysoki koszt energii jako stały element krajobrazu, przynajmniej do czasu, gdy transformacja energetyczna zacznie dawać wymierne efekty kosztowe.

Bruksela chce obniżyć ceny energii dla przemysłu, a przez to zmniejszyć koszty produkcji i tego ile towar kosztuje w sklepach. Z ostatnich badań Grant Thornton wynika, że 6 na 10 średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce planuje w 2026 roku podwyżkę cen. Część z nich nawet o 10 procent, mimo spadku inflacji. Dzieje się tak ze względu na wzrost płac i koszty prowadzenia działalności, w tym energię elektryczną.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl