Emigranci mogą dostać nakaz powrotu do Polski. Za odmowę grozi więzienie
Ponad 20 milionów Polaków mieszka poza granicami kraju. Od stycznia 2025 roku każdy z nich może otrzymać wezwanie do wojska. Nie ma znaczenia czy jesteś w Berlinie od dekady, czy płacisz podatki w Niemczech. Liczy się tylko jedno – polski paszport. Za ignorowanie wezwania grozi do 5 lat więzienia, choć państwo nie ma narzędzi by cię do tego zmusić.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Michał pracuje w Berlinie od 12 lat. Ma stałą pracę w korporacji, wynajmuje mieszkanie, rozlicza się z niemieckim fiskusem. Polski dowód ma w szufladzie, wraca do rodzinnego Krakowa raz w roku na święta. Przez lata był przekonany, że polski obowiązek wojskowy go nie dotyczy. W styczniu otrzymał SMS od znajomego z wojskowego komendariatu uzupełnień – jego dane są w systemie i może zostać wezwany do służby jeśli wybucha wojna. Sprawdził przepisy. Faktycznie, nowe prawo obejmuje go bez wyjątku. Długi pobyt za granicą nic nie zmienia.
Obowiązują już znowelizowane przepisy ustawy o obronności kraju. Likwidują one dotychczasową lukę prawną, która pozwalała unikać obowiązku wojskowego osobom przebywającym za granicą. Teraz w razie wojny każdy obywatel Polski w wieku od 18 do 60 lat może dostać powołanie do wojska. Nie ma znaczenia czy mieszkasz w kraju od urodzenia, czy opuściłeś go 20 lat temu. Rezydencja podatkowa nie chroni, zagraniczny adres zameldowania też nie. Ministerstwo Obrony Narodowej ma dostęp do pełnej bazy obywateli i teoretycznie może wezwać każdego.
Wcześniej nikt nie wiedział czy emigranci podlegają mobilizacji
Dotychczasowe przepisy regulowały jedynie zasadniczą służbę wojskową. Ustawa wyraźnie mówiła, że nie powołuje się osób które mieszkają za granicą co najmniej 2 lata i nie mają w Polsce ani stałego pobytu, ani czasowego przekraczającego 3 miesiące. Ta regulacja dawała złudne poczucie bezpieczeństwa milionom Polaków rozsianych po świecie. Problem w tym, że zasadnicza służba to co innego niż mobilizacja wojenna.
Mobilizacja oznacza masowe powołanie rezerwistów w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa. To nie obowiązkowa służba dla wszystkich młodych ludzi, tylko awaryjne uruchomienie rezerw w razie konfliktu zbrojnego. Poprzednie przepisy o mobilizacji milczały na temat osób mieszkających za granicą. Nie mówiły że są zwolnione, ale też nie precyzowały że podlegają powołaniu. Prawna szara strefa kompletna.
Ta niejasność była wygodna dla wszystkich. Emigranci mogli żyć spokojnie zakładając, że nikt ich nie będzie szukał. Ministerstwo Obrony nie musiało tłumaczyć jak zamierza mobilizować ludzi rozsianych po wszystkich kontynentach. Dopiero rosnące napięcie związane z wojną w Ukrainie i coraz bardziej agresywną polityką Rosji zmusiły rząd do rozstrzygnięcia tej kwestii. W grudniu 2024 roku Sejm uchwalił nowelizację, prezydent podpisał ją jeszcze przed końcem roku, a przepisy weszły w życie 1 stycznia 2025.
Gazeta Wyborcza jako pierwsza szeroko opisała tę zmianę we wrześniu 2025 roku, kiedy wojskowe komendariaty zaczęły aktualizować swoje bazy danych o Polaków za granicą. Według ich informacji Ministerstwo Spraw Zagranicznych szacuje że poza Polską mieszka ponad 20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia. Część z nich to już osoby bez polskiego obywatelstwa, ale znacząca grupa nadal ma polski paszport. To właśnie oni automatycznie wchodzą do grupy potencjalnie mobilizowanych.
Polska nie ma jak egzekwować powołań poza granicami
Teoretycznie każdy dorosły Polak może dostać wezwanie. Praktycznie państwo nie ma żadnych narzędzi by to wyegzekwować. Ministerstwo Obrony Narodowej wprost przyznaje, że Polska nie ma międzynarodowych umów zobowiązujących inne kraje do wydawania osób objętych mobilizacją. Niemcy nie wyślą policji po Michała z Berlina. Hiszpania nie zatrzyma Anny pracującej w Barcelonie. Norwegia nie zmusi Piotra do powrotu z Oslo.
W praktyce oznacza to, że wezwanie wysłane na zagraniczny adres to tylko papierek. Osoba może je zignorować i mieszkać spokojnie w swoim kraju zamieszkania. Dopóki nie próbuje wrócić do Polski, nie może jej spotkać żadna realna konsekwencja. Problemy zaczynają się dopiero przy przekroczeniu polskiej granicy.
Za uchylanie się od obowiązku stawienia się na wezwanie mobilizacyjne Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. To nie jest wykroczenie za które można dostać mandat. To przestępstwo skutkujące wpisem do krajowego rejestru karnego i realną możliwością odsiadki. Ale żeby to się stało, prokuratura musi najpierw wszcząć postępowanie, postawić zarzuty i skierować sprawę do sądu. A to wymaga obecności oskarżonego w Polsce.
Osoba ignorująca wezwanie i pozostająca za granicą jest formalnie poszukiwana. Ale ani Interpol ani Europol nie zajmują się takimi sprawami. To nie są przestępstwa o charakterze międzynarodowym. W systemach granicznych może pojawić się wpis o osobie poszukiwanej, ale służby innych krajów go zignorują. Dopiero przy próbie przekroczenia polskiej granicy funkcjonariusze sprawdzą status danej osoby i mogą ją zatrzymać.
Wyjątki są ale nie dla wszystkich
Ustawa przewiduje kilka kategorii osób zwolnionych z mobilizacji. Podstawowy wyjątek to stan zdrowia. Jeśli ktoś jest trwale niezdolny do służby wojskowej ze względów medycznych, nie dostanie powołania. Ale tutaj kryje się problem – jak udowodnić swój stan zdrowia będąc w Berlinie czy Dublinie? Wojskowa komisja lekarska musi zbadać rezerwistę i wydać orzeczenie. Za granicą nikt tego nie zrobi. Teoretycznie można przesłać dokumentację medyczną, ale przepisy nie precyzują czy to wystarczy.
Kobiety w ciąży również nie podlegają mobilizacji. To oczywiste ze względów humanitarnych i międzynarodowych konwencji. Problem pojawia się przy samotnych matkach wychowujących dzieci. Przepisy mówią o zwolnieniu dla opiekunów dzieci, ale nie precyzują wieku dziecka ani dokładnych warunków. Czy zwolniona jest matka 17-latka? A ojciec samotnie wychowujący 5-latkę? Szczegóły mają być doprecyzowane w rozporządzeniach, ale do stycznia 2026 wciąż nie zostały one wydane.
Kolejna kategoria to osoby wykonujące zawody kluczowe dla funkcjonowania państwa. Mowa o lekarzach, inżynierach w branży energetycznej, specjalistach od cyberbezpieczeństwa, pracownikach infrastruktury krytycznej. Tutaj logika jest prosta – jeśli mobilizacja potrzebuje właśnie tych ludzi na cywilnych stanowiskach, głupotą byłoby wcielać ich do armii. Ale znowu pojawia się pytanie – jak zweryfikować czy ktoś pracuje w branży kluczowej będąc za granicą? Polski lekarz pracujący w brytyjskim NHS jest potrzebny Wielkiej Brytanii, nie Polsce. Polski inżynier budujący elektrownie w Niemczech wspiera niemiecką, nie polską energetykę.
System ma luki wielkości autostrady
Anna mieszka w Warszawie i regularnie jeździ do pracy w Poznaniu. Jej brat Tomasz przeprowadził się do Hamburga 8 lat temu, pracuje w tej samej branży IT. Oboje mają polskie obywatelstwo, są w tym samym wieku, w podobnej sytuacji życiowej. Teoretycznie oboje mogą dostać powołanie. Praktycznie Anna nie ma gdzie uciec, a Tomasz może je zignorować bez konsekwencji.
Absurd pogłębia fakt, że wojskowe komendariaty uzupełnień nie mają dostępu do pełnych danych o emigrantach. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wie ile Polaków mieszka za granicą, ale nie ma obowiązku dzielić się tymi informacjami z wojskiem. System PESEL zawiera informacje o zameldowaniu, ale tysiące emigrantów nigdy nie wymeldowało się z Polski. Formalnie mieszkają pod polskim adresem, faktycznie żyją za granicą od lat.
Wezwanie mobilizacyjne wysyłane jest listem poleconym na adres zameldowania. Jeśli nikt pod tym adresem nie mieszka, list wraca jako nieodebrany. Teoretycznie wtedy uruchamia się procedura poszukiwania osoby, praktycznie nikt nie ma zasobów żeby szukać kogoś kto jest w Berlinie. Wojsko może poprosić policję o ustalenie miejsca pobytu, ale policja nie ma uprawnień do prowadzenia takich działań na terenie innych państw.
Efekt? System działa perfekcyjnie wobec osób mieszkających w Polsce. Dostają wezwanie, stawiają się w komendzie, przechodzą badania, trafiają do odpowiednich jednostek. Wobec emigrantów system jest praktycznie bezsilny. Może teoretycznie wysłać papier, ale egzekwować niczego nie może. To systemowa luka, o której wszyscy wiedzą, ale nikt nie ma pomysłu jak ją załatać bez masowych inwestycji w międzynarodowe systemy wymiany informacji.
Za granicą można czuć się bezpiecznie dopóki nie wrócisz
Marcin z emigracji w Holandii raz na kilka miesięcy odwiedza rodziców w Kielcach. Jeździ samochodem przez Niemcy, przekracza granicę polsko-niemiecką bez kontroli dzięki Schengen. Jeśli dostanie wezwanie do wojska i je zignoruje, teoretycznie może zostać zatrzymany przy wjeździe do Polski. Ale to wymaga, żeby służby graniczne miały dostęp do aktualnej listy osób poszukiwanych z powodu uchylania się od mobilizacji. I żeby ta lista była na bieżąco aktualizowana. I żeby funkcjonariusz przy kontroli bagażowej faktycznie sprawdzał każdego kierowcę w systemie.
W praktyce tysiące Polaków codziennie przekracza granicę. Sprawdzanie każdego zajmowałoby godziny i sparaliżowałoby cały ruch. Rutynowe kontrole są wyrywkowe. Ryzyko zatrzymania istnieje, ale nie jest wysokie. Dopiero przy konkretnym poszukiwaniu danej osoby, na przykład na podstawie nakazu sądowego, funkcjonariusze mogą dostać polecenie zatrzymania przy granicy. Ale to już poważny poziom eskalacji, wymagający decyzji prokuratury i sądu.
Emigrant ignorujący wezwanie mobilizacyjne żyje więc w dziwnym zawieszeniu. Za granicą jest bezpieczny. W Polsce ryzykuje zatrzymanie i proces karny. Może odwiedzać rodzinę, ale każdy powrót to element ryzyka. Nie może planować długoterminowego powrotu do kraju, bo czekają na niego konsekwencje. To szczególnie dotkliwe dla osób, które chciałyby wrócić na emeryturę albo pomóc chorym rodzicom.
Co to oznacza dla Czytelnika?
Jeśli mieszkasz za granicą i masz polskie obywatelstwo, znajdujesz się w grupie potencjalnie objętej mobilizacją. Nie ma znaczenia jak długo jesteś poza Polską, czy płacisz tu podatki, czy masz zagraniczne ubezpieczenie zdrowotne. Liczy się paszport. Teoretycznie możesz dostać wezwanie, praktycznie nie ma sposobu żeby cię zmusić do jego realizacji dopóki pozostajesz za granicą.
Sprawdź czy nie masz drugiego obywatelstwa, które mogłoby cię potencjalnie zwolnić. Jeśli mieszkasz w innym kraju UE od wielu lat, możesz ubiegać się o jego obywatelstwo. Większość państw europejskich pozwala na podwójne obywatelstwo. Polska również to dopuszcza od 2012 roku. Drugie obywatelstwo nie gwarantuje zwolnienia z mobilizacji, ale daje argument w przypadku odwoływania się od decyzji wojskowych organów.
Jeśli masz poważne problemy zdrowotne uniemożliwiające służbę wojskową, zbieraj dokumentację medyczną. W razie wezwania będziesz musiał udowodnić swój stan zdrowia. Zagraniczna dokumentacja może nie być wystarczająca – przepisy wymagają orzeczenia polskiej komisji lekarskiej. Możesz spróbować przesłać dokumenty i poprosić o wydanie orzeczenia bez osobistego stawiennictwa, ale nie ma gwarancji że to zadziała.
Kobiety samotnie wychowujące dzieci powinny mieć dokumenty potwierdzające ten fakt. Wyroki sądowe o pieczy nad dzieckiem, zaświadczenia z urzędów, dowody że drugiego rodzica nie ma w obrazie. W przypadku wezwania te dokumenty będą kluczowe przy ubieganiu się o zwolnienie.
Jeśli pracujesz w branży uznanej za kluczową dla bezpieczeństwa państwa, udokumentuj to. Umowa o pracę, zaświadczenie od pracodawcy, dyplomy potwierdzające kwalifikacje. Ale pamiętaj – praca w kluczowej branży za granicą może nie być wystarczającym argumentem. Polski system obrony potrzebuje specjalistów w Polsce, nie w Niemczech czy Norwegii.
Regularnie sprawdzaj czy nie ma dla ciebie korespondencji pod polskim adresem. Nawet jeśli nie mieszkasz w kraju, utrzymuj kontakt z osobami które mogą odebrać twój list. Wezwanie mobilizacyjne wysyłane jest pocztą na adres z meldunku. Jeśli go nie odbierzesz, uruchamia się procedura poszukiwania i mogą pojawić się problemy przy próbie wjazdu do Polski.
Pamiętaj że ignorowanie wezwania to przestępstwo zagrożone karą do 5 lat więzienia. Nawet jeśli teraz bezpiecznie mieszkasz za granicą, w przyszłości możesz chcieć wrócić. Może zejdzie chory rodzic, może będziesz chciał osiedlić się w Polsce na emeryturze, może znajdziesz tu dobrą pracę. Każdy powrót do kraju oznacza ryzyko zatrzymania i procesu karnego.
Jeśli otrzymasz wezwanie i planujesz je zignorować, zdawaj sobie sprawę z konsekwencji. Nie będziesz mógł swobodnie odwiedzać Polski. Przy przekroczeniu granicy możesz zostać zatrzymany. Będziesz formalnie osobą poszukiwaną, co może wpłynąć na twoje życie za granicą jeśli informacja ta trafi do lokalnych służb.
Warto też rozważyć oficjalne działania. Możesz napisać do wojskowej komendy uzupełnień właściwej dla twojego ostatniego miejsca zamieszkania w Polsce. Wyjaśnij swoją sytuację, poproś o wydanie decyzji o zwolnieniu z mobilizacji. Podaj argumenty – drugie obywatelstwo, stan zdrowia, wychowywanie dzieci, praca w kluczowej branży. Może się nie udać, ale przynajmniej będziesz miał dokumenty potwierdzające że próbowałeś załatwić sprawę oficjalnie.
Najważniejsze – nie ufaj plotkom i opiniom znajomych. Prawo się zmieniło i nadal będzie się zmieniać. To co było prawdą 5 lat temu, dziś może być nieaktualne. Sprawdzaj informacje na oficjalnych stronach Ministerstwa Obrony Narodowej i wojskowych komendantów uzupełnień. Jeśli masz wątpliwości, skonsultuj się z prawnikiem specjalizującym się w prawie wojskowym.
Pamiętaj też że przepisy dotyczą tylko mobilizacji, czyli sytuacji wojennej lub bezpośredniego zagrożenia. Nikt nie będzie cię wzywał do wojska w czasie pokoju. Dopóki Polska nie ogłosi mobilizacji, emigranci mogą spać spokojnie. Ale jeśli sytuacja międzynarodowa się pogorszy i państwo zdecyduje się uruchomić rezerwy, wtedy przepisy zaczną działać naprawdę.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.