Miliony Polaków podpisało na siebie wyrok. Wystarczy mieć w domu, żeby zapłacić dziesiątki tysięcy zł nowego podatku
Wyobraźmy sobie rodzinę spod Warszawy, która rok temu wymieniła stary piec węglowy na nowoczesny kocioł gazowy, korzystając z dofinansowania z programu Czyste Powietrze. Wydawało się, że to rozsądna, zgodna z kierunkiem polityki państwa inwestycja. Od 2028 roku ta sama rodzina zapłaci jednak dodatkowo około 1500 złotych rocznie z tytułu nowej unijnej opłaty za emisje – a w kolejnych latach ta kwota będzie rosła. To nie hipoteza, tylko konsekwencja systemu, który Unia Europejska już przyjęła i którego Polska nie jest w stanie zablokować.

Polska chciała więcej czasu, dostała rok
Na początku listopada 2025 roku, po całonocnych negocjacjach w Brukseli, ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej zgodzili się przesunąć start systemu ETS2 z 2027 na 2028 rok. Polska, wspierana przez Węgry, Czechy i Słowację, zabiegała o dłuższe odroczenie, ale ostatecznie udało się wynegocjować tylko dodatkowy rok. Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta mówił po negocjacjach, że udało się „wybić zęby” systemowi ETS2, podkreślając, że rozmowy trwały całą noc. Eksperci są jednak zgodni – to odroczenie, a nie zniesienie. System wejdzie w życie w praktycznie niezmienionym kształcie, tylko dwanaście miesięcy później niż pierwotnie planowano. Ostateczny kształt przepisów wciąż wymaga jeszcze formalnych negocjacji między Radą Unii Europejskiej a Parlamentem Europejskim.
Czym właściwie jest ETS2
System ETS2 to rozszerzenie unijnego mechanizmu handlu uprawnieniami do emisji CO2, który od lat obejmuje już przemysł i energetykę, na dwa nowe obszary – ogrzewanie budynków i transport drogowy. Od 1 stycznia 2028 roku każde spalenie paliwa kopalnego w tych sektorach będzie wiązało się z opłatą za wyemitowaną tonę dwutlenku węgla. Formalnie nie będzie to podatek nałożony wprost na gospodarstwa domowe – dostawcy gazu, sprzedawcy węgla, elektrociepłownie miejskie i stacje paliw po prostu wliczą ten koszt w cenę, którą i tak zapłaci każdy klient. Na fakturze nie pojawi się osobna pozycja „opłata ETS2”, ale efekt końcowy będzie identyczny jak przy klasycznym podatku – wyższa cena za dokładnie te same produkty i usługi co dziś.
Dlaczego pieniądze z dotacji nie chronią przed nową opłatą
Od stycznia 2025 roku program Czyste Powietrze przestał finansować samodzielne kotły gazowe, a od marca tego samego roku wycofał też dotacje na urządzenia olejowe i węglowe. Jedynym wyjątkiem był krótki, osobny nabór uruchomiony w lipcu 2025 roku, przeznaczony wyłącznie dla osób, które zakupiły kocioł gazowy między 28 maja a 31 grudnia 2024 roku – to była ostatnia szansa na dofinansowanie dla tych, którzy zdążyli przed zmianą zasad. Dziś program koncentruje się już wyłącznie na rozwiązaniach bezemisyjnych – pompach ciepła, kotłach na biomasę i fotowoltaice. Dla rodzin, które jeszcze niedawno dostały kilkanaście tysięcy złotych na wymianę starego pieca na gazowy, oznacza to nieprzyjemną prawdę – zainwestowały w technologię, która wkrótce zacznie generować dodatkowe, rosnące koszty, niezależnie od tego, jak nowoczesny i sprawny jest sam kocioł. System nie rozróżnia kotła kupionego rok temu za kilkadziesiąt tysięcy złotych od urządzenia sprzed dekady – liczy się wyłącznie ilość spalonego paliwa.
Ile realnie zapłacą właściciele domów
Według szacunków ekspertów Wandy Buk i Marcina Izdebskiego, cytowanych w raporcie analizującym wpływ ETS2 na koszty życia Polaków, przeciętna rodzina ogrzewająca dom gazem zapłaci dodatkowo około 6,3 tysiąca złotych w latach 2028-2031, a licząc cały okres 2028-2035 – blisko 24 tysiące złotych. Dla gospodarstw ogrzewających się węglem szacunki są jeszcze wyższe – odpowiednio około 10,3 tysiąca i ponad 39 tysięcy złotych. W praktyce przekłada się to na około 1500-2600 złotych dodatkowych kosztów rocznie od samego początku obowiązywania systemu. Najgorzej mają wypaść rodziny mieszkające w słabo ocieplonych budynkach – tam skumulowane koszty w tym samym okresie mogą sięgnąć nawet około 46 tysięcy złotych przy ogrzewaniu gazem i ponad 77 tysięcy złotych przy węglu.
Mieszkania w blokach – koszt bez żadnego wpływu na jego wysokość
To nie jest wyłącznie problem właścicieli domów jednorodzinnych. Elektrociepłownie i ciepłownie miejskie, dostarczające ciepło do milionów mieszkań w blokach, od 2028 roku również będą musiały płacić za emisję CO2 – a te koszty równie szybko trafią do lokatorów, w postaci wyższych opłat za centralne ogrzewanie, droższej ciepłej wody użytkowej i, jeśli dana elektrociepłownia produkuje też prąd z węgla, wyższych rachunków za energię elektryczną. Największa różnica względem właścicieli domów polega na tym, że mieszkaniec bloku nie ma żadnego realnego wpływu na źródło ciepła – nie może wymienić kotła, bo go nie posiada, ani przejść na pompę ciepła, bo to decyzja całej spółdzielni lub wspólnoty, wymagająca zgody większości właścicieli, dużych nakładów i wieloletnich procedur.
Wysokość podwyżek dla mieszkań w blokach zależy w dużej mierze od tego, czym opala się lokalna ciepłownia. Najwyższych podwyżek, rzędu 2-2,5 tysiąca złotych rocznie po 2031 roku, mogą się spodziewać mieszkańcy miast, gdzie ciepłownie wciąż w większości spalają węgiel – typowo starsze blokowiska w mniejszych i średnich miastach, zwłaszcza na Śląsku, w Małopolsce i Łódzkiem. W miastach korzystających z ciepłowni gazowych lub mieszanych węglowo-gazowych, do których częściowo zalicza się też Warszawa, szacowane podwyżki są niższe – rzędu tysiąca do 1,5 tysiąca złotych rocznie. Najlepiej wypadają nowe osiedla z własnymi kotłowniami gazowymi, pompami ciepła czy instalacjami wykorzystującymi biomasę – tam roczny wzrost kosztów szacowany jest na 500-800 złotych.
Zapłacą też kierowcy
System obejmie również paliwa na stacjach benzynowych. Już w 2028 roku prognozowany jest wzrost cen o około 30 groszy na litrze benzyny, 35 groszy na litrze oleju napędowego i 21 groszy na litrze gazu LPG. Dla rodziny posiadającej dwa samochody – benzynowy z rocznym przebiegiem 5 tysięcy kilometrów i diesla z przebiegiem 20 tysięcy kilometrów – oznacza to dodatkowy koszt rzędu ponad tysiąca złotych rocznie tylko na paliwie. Po połączeniu systemów ETS1 i ETS2, zaplanowanym na 2031 rok, podwyżki mają być jeszcze wyraźniejsze – analitycy mówią o łącznym wzroście przekraczającym 50 groszy na litrze.
Ceny uprawnień będą rosły, a system ma działać do 2050 roku
Komisja Europejska szacuje, że już w 2029 roku cena uprawnień do emisji w ramach ETS2 przekroczy pierwotnie zakładany pułap 45 euro za tonę i sięgnie około 50 euro. Po połączeniu obu systemów handlu emisjami w 2031 roku ceny z ETS2 mają się zrównać z cenami z dłużej działającego ETS1, gdzie średnia w 2023 roku wynosiła blisko 84 euro za tonę – to oznacza, że opłaty mogą niemal się podwoić w ciągu pierwszych trzech lat funkcjonowania systemu. Warto pamiętać, że to dopiero początek – cały mechanizm ma obowiązywać aż do 2050 roku, a Polska, ze względu na chłodniejszy klimat i wciąż wysoki udział paliw kopalnych w ogrzewaniu domów, należy do krajów najbardziej narażonych na jego skutki. Według cytowanego raportu, około jedna trzecia polskich gospodarstw domowych odczuje wprowadzenie systemu w znaczącym stopniu.
Co jest prawdą, a co dezinformacją
Wokół ETS2 narosło też sporo nieprawdziwych informacji, które warto sprostować. Nieprawdą jest, że w 2040 roku trzeba będzie zdemontować wszystkie piece gazowe – budynki mają zostać zmodernizowane do standardu bezemisyjnego dopiero do 2050 roku, a do tego czasu można normalnie korzystać z istniejącego źródła ciepła, także kotła gazowego. Nieprawdą jest też, że nie będzie można naprawiać ani serwisować pieców gazowych – żaden przepis tego nie zakazuje. Mylna jest również informacja, jakoby od 2025 roku nie można było kupić nowego kotła gazowego – zniknęły jedynie dotacje na taki zakup, a sam zakup i montaż pozostają legalne. Zakaz montażu kotłów na paliwa kopalne od 2030 roku dotyczy wyłącznie nowo budowanych budynków, które mają być projektowane jako zeroemisyjne. Co więcej, unijna dyrektywa wyraźnie odróżnia paliwa kopalne od odnawialnych – kotły zasilane biometanem, biogazem czy wodorem nie podlegają żadnym ograniczeniom, co część ekspertów wskazuje jako realną przyszłość ogrzewania gazowego w Polsce po 2040 roku.
Co to oznacza dla Ciebie? Zacznij liczyć już teraz, nie w 2028 roku
Jeśli masz w domu kocioł gazowy lub węglowy młodszy niż dziesięć lat, prawdopodobnie przetrwa on do około 2035-2040 roku – to daje czas na przygotowanie finansowe, ale też oznacza, że przez najbliższą dekadę będziesz płacić rosnące opłaty wynikające z ETS2. Jeśli Twój kocioł jest starszy, warto już teraz rozważyć system hybrydowy łączący istniejące źródło ciepła z pompą ciepła – taka instalacja kosztuje zwykle około 60 tysięcy złotych, ale wciąż można na nią otrzymać dotację sięgającą 30 tysięcy złotych, a pompa ciepła przejmuje większość sezonu grzewczego, obniżając koszty eksploatacji nawet o 30-50 procent.
Jeśli mieszkasz w bloku i nie masz wpływu na źródło ciepła, realne opcje ograniczają się do docieplenia własnego mieszkania od wewnątrz, montażu termostatycznych głowic na kaloryferach oraz naciskania na spółdzielnię lub wspólnotę w sprawie kompleksowej termomodernizacji całego budynku – to jedyny sposób, by realnie wpłynąć na wysokość przyszłych rachunków, skoro decyzji o samej instalacji grzewczej pojedynczy lokator podjąć nie może. Niezależnie od typu mieszkania warto już teraz śledzić kolejne nabory w programach dotacyjnych, w tym środki ze Społecznego Funduszu Klimatycznego, na który Polska ma otrzymać około 11,4 miliarda euro – pieniądze te mają zacząć płynąć do kraju już w 2026 roku, czyli dwa lata przed tym, jak same opłaty zaczną obciążać domowe budżety. To krótkie, ale realne okno czasowe, w którym warto zdążyć z wnioskiem, zanim pula środków się wyczerpie.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.