Millenialsi i Zetki odczują kryzys najbardziej. Potężne zmiany na horyzoncie – jest gorzej niż myślano, zostało około 15 lat
37,28 miliona – tyle liczyła Polska na koniec marca 2026 roku, o 155 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Główny Urząd Statystyczny w publikacji „Polska w liczbach 2026” podał, że współczynnik dzietności spadł w 2025 roku do 1,068 – najniżej w powojennej historii kraju. To osoby urodzone w latach 80. i 90. XX wieku oraz na przełomie wieków odczują skutki tej zmiany najdotkliwiej, bo to one będą przechodzić na emeryturę w momencie, gdy na jednego pracującego przypadnie najwięcej osób pobierających świadczenia.

Co pokazują najświeższe dane?
Wstępne dane GUS z 24 kwietnia 2026 roku pokazują, że w pierwszym kwartale tego roku urodziło się w Polsce około 57,5 tysiąca dzieci – podobnie jak rok wcześniej, czyli bez poprawy. W tym samym czasie zmarło około 112 tysięcy osób, co dało ujemny przyrost naturalny na poziomie 54,5 tysiąca w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Jest jednak drobny, ostrożny sygnał – marzec 2026 przyniósł 20 tysięcy urodzeń, o 6,5 procent więcej niż w marcu 2025 roku. Michał Kot, ekspert do spraw demografii i spraw społecznych, w rozmowie z politykazdrowotna.com, zwrócił uwagę na ten wynik w mediach społecznościowych, zastrzegając od razu, że jeden miesiąc wzrostu nie oznacza jeszcze odwrócenia wieloletniego trendu.
Dlaczego akurat to pokolenie odczuje to najmocniej?
System emerytalny w Polsce działa na zasadzie repartycyjnej – dzisiejsi pracujący finansują świadczenia dzisiejszych emerytów, licząc na to, że kolejne pokolenie sfinansuje ich własne świadczenia w przyszłości. Problem w tym, że pokolenie dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków jest znacznie mniej liczne niż pokolenie ich rodziców, a pokolenie ich dzieci – jeśli w ogóle zdecydują się na potomstwo – będzie jeszcze mniej liczne. Główny Urząd Statystyczny prognozuje, że do 2060 roku liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie z obecnych 21,7 miliona do 15 milionów, a jednocześnie liczba emerytów wzrośnie z 9 do 11 milionów. Oznacza to, że na każdego pracującego przypadnie znacznie więcej osób pobierających świadczenia niż dziś – a to właśnie dzisiejsi millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z będą wtedy albo kończyć karierę zawodową, albo znajdować się tuż przed emeryturą.
Co mówią demografowie?
Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego i członek Rady do spraw Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP, w rozmowie z PAP zwrócił uwagę na nakładanie się kilku procesów strukturalnych jednocześnie – rosnący wiek, w którym kobiety najczęściej decydują się na potomstwo, oraz coraz mniej liczne roczniki wchodzące w wiek rozrodczy. Podobnie ocenia sytuację Mateusz Łakomy, autor książki „Demografia jest przyszłością” – w rozmowie z „Rzeczpospolitą” podkreślał, że przyczyny niskiej dzietności w Polsce nie sprowadzają się wyłącznie do ekonomii, lecz obejmują głębsze zmiany w modelu kariery zawodowej, relacjach międzyludzkich i oczekiwaniach wobec jakości życia. Obaj eksperci zgadzają się co do jednego – transfery finansowe w rodzaju 800+ mogą co najwyżej przyspieszyć decyzję o dziecku o rok czy dwa, ale nie odwracają głębokich zmian społecznych, które zaszły w ostatnich trzech dekadach.
Warszawa na tle kraju
W stolicy problem jest jeszcze bardziej wyrazisty niż w skali całego kraju. Współczynnik dzietności w Warszawie spadł do zaledwie 0,9 dziecka na kobietę – poniżej średniej krajowej wynoszącej 1,068. W 2023 roku urodziło się w mieście 15 566 dzieci, a rok później już tylko 14 439 – spadek o ponad tysiąc w ciągu dwunastu miesięcy. Warszawianki coraz częściej decydują się na pierwsze dziecko po trzydziestce, a czasem dopiero po czterdziestce, co jeszcze bardziej oddala stolicę od poziomu zapewniającego zastępowalność pokoleń.
Trzeci filar – co realnie oferuje i ile można wpłacić w 2026 roku?
Skoro system powszechny najprawdopodobniej nie zapewni takiego poziomu życia na emeryturze, jaki dziś mają obecni świadczeniobiorcy, samodzielne oszczędzanie w ramach trzeciego filaru staje się dla młodszych roczników praktycznym uzupełnieniem, a nie tylko dodatkiem. W Polsce dostępne są cztery główne narzędzia, każde z innym mechanizmem podatkowym.
Indywidualne Konto Emerytalne pozwala w 2026 roku wpłacić maksymalnie 28 260 zł. Wpłaty nie obniżają bieżącego podatku PIT, ale zyski wypracowane na koncie są całkowicie zwolnione z 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych, popularnie zwanego podatkiem Belki, pod warunkiem wypłaty środków po ukończeniu 60 lat. Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego działa inaczej – limit wpłat w 2026 roku wynosi 11 304 zł dla osób zatrudnionych na etacie oraz 16 956 zł dla prowadzących działalność gospodarczą, ale w zamian każda wpłata pomniejsza podstawę opodatkowania w rocznym zeznaniu PIT, co realnie oddaje część pieniędzy już w roku wpłaty. Środki z IKZE przy wypłacie po 65 roku życia obciążone są zryczałtowanym podatkiem w wysokości 10 procent, znacznie niższym niż standardowa stawka PIT.
Pracownicze Programy Emerytalne, dostępne w niektórych zakładach pracy, pozwalają w 2026 roku na dodatkowe składki do 42 390 zł rocznie, wnoszone częściowo przez pracodawcę. Osobną konstrukcją są Pracownicze Plany Kapitałowe, w które pracownik jest zapisywany automatycznie, z możliwością rezygnacji, a składki pochodzą jednocześnie od pracownika, pracodawcy i państwa. Wybór między tymi instrumentami zależy głównie od formy zatrudnienia, wysokości dochodów i tego, czy komuś bardziej zależy na uldze podatkowej już dziś, czy na pełnym zwolnieniu z podatku od zysków w przyszłości.
Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź, od czego zacząć
Osoba pracująca na etacie i płacąca podatek według skali lub liniowo zaczyna zwykle od otwarcia IKZE, bo ulga podatkowa działa już w roku wpłaty i realnie obniża kwotę do zapłaty w rocznym zeznaniu. Prowadzący działalność gospodarczą korzysta z wyższego limitu IKZE i dodatkowo z faktu, że wpłaty pomniejszają podstawę składki zdrowotnej w niektórych formach opodatkowania. Osoba, która woli mieć pełniejszy dostęp do swoich pieniędzy przed emeryturą i nie zależy jej na uldze w bieżącym roku, rozważa IKE – z uwagi na całkowite zwolnienie z podatku Belki przy wypłacie po 60 roku życia. Pracownik, którego zakład prowadzi PPE, sprawdza w pierwszej kolejności warunki tego programu u pracodawcy, zanim zdecyduje się na dodatkowe konto indywidualne.
Regularna wpłata rzędu 200-400 zł miesięcznie, rozłożona na dwadzieścia czy trzydzieści lat, realnie zmienia wysokość kapitału zgromadzonego na starość – nawet przy skromnych, ostrożnych założeniach co do przyszłych zysków. Każdą z tych decyzji warto jednak skonsultować indywidualnie, uwzględniając własną sytuację podatkową, wiek i horyzont czasowy do emerytury, zamiast kierować się wyłącznie ogólnymi wyliczeniami.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.