Nowa ustawa to koniec gehenny Warszawiaków z jeżdżeniem do PSZOK. Tekstylia oddać będziesz mógł praktycznie wszędzie
Worek ze zużytymi ubraniami wydaje się najprostszą rzeczą do wyrzucenia – a mimo to w Warszawie jego oddanie potrafi zająć więcej czasu niż duże zakupy spożywcze. Miasto liczące blisko 1,8 mln mieszkańców ma tylko pięć stacjonarnych punktów, do których można zawieźć niepotrzebne tekstylia, a na miejscu i tak trzeba przejść przez formalności, których nikt się nie spodziewa, jadąc „wyrzucić stare swetry”. Rząd pracuje właśnie nad przepisami, które mają to obejść zupełnie inną drogą – przez najbliższy sklep.

Pięć punktów na całą stolicę i dokument do okazania na miejscu
Warszawscy PSZOK-i działają przy ulicach Płytowej na Białołęce, Kampinoskiej na Bielanach, Tatarskiej na Woli oraz Zawodzie w Wilanowie, a piąty punkt obsługuje Mokotów – dla miasta o powierzchni ponad 500 km² to niewiele, co samo miasto zresztą wprost przyznaje w swoim FAQ, tłumacząc mieszkańcom, dlaczego punktów jest tak mało. Zanim odpady w ogóle trafią do kontenera, trzeba przejść przez kontrolę dokumentów – sam dowód osobisty zwykle nie wystarczy, bo nowe dowody nie zawierają już adresu zamieszkania, więc pracownicy punktu proszą dodatkowo o fakturę za media, wyciąg bankowy albo inny dokument potwierdzający, że mieszka się akurat w tej gminie, a nie w sąsiedniej. Dopiero po takiej weryfikacji można zostawić odpady we właściwej strefie rozładunku.
Miasto od pewnego czasu próbuje łagodzić ten problem mobilnymi punktami – MPSZOK-i jeżdżą po 42 lokalizacjach w mieście, ale przyjmują odpady tylko w wybrane dni tygodnia: w środy od 11:00 do 18:30 i w soboty od 9:00 do 16:30. Dla kogoś pracującego w standardowych godzinach oznacza to w praktyce jedno okienko czasowe w tygodniu, w dodatku w konkretnym, wyznaczonym miejscu, a nie pod własnym blokiem. Tylko w ubiegłym roku do stołecznych PSZOK-ów trafiło łącznie ponad 124 tony tekstyliów – i każda z tych dostaw wymagała dojazdu, kolejki oraz okazania dokumentów, zanim ubrania trafiły tam, gdzie powinny.
Ustawa ma przenieść zbiórkę do sklepów, które mieszkańcy i tak odwiedzają
Właśnie ten problem ma rozwiązać przygotowywana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska ustawa o rozszerzonej odpowiedzialności producenta dla tekstyliów. Jak tłumaczy wiceminister Anita Sowińska, projekt trafi do konsultacji publicznych w trzecim kwartale tego roku, a cały system – zgodnie z unijną dyrektywą przyjętą we wrześniu 2025 roku – musi ruszyć najpóźniej 17 kwietnia 2028 roku, przy czym sama ustawa powinna zostać uchwalona wcześniej, do 17 czerwca 2027 roku. Najważniejsza zmiana z perspektywy mieszkańca dużego miasta polega na tym, gdzie będzie można oddać zużyte rzeczy: obowiązek prowadzenia zbiórki obejmie sklepy o powierzchni powyżej 100 m², sieci sklepów o łącznej powierzchni ponad 1000 m² oraz platformy handlowe.
– Dzięki ustanowieniu finansowanego przez producentów systemu zbierania np. w sklepach, zbycie używanych wyrobów i odpadów z wyrobów tekstylnych będzie znacznie wygodniejsze dla konsumentów, a cały system będzie bardziej efektywny – mówi wiceminister Sowińska cytowana przez Portal Samorządowy. To praktyczna różnica w porównaniu z dzisiejszym modelem: zamiast planować osobny wyjazd do jednego z pięciu punktów w mieście, worek z ubraniami będzie można zostawić przy okazji zwykłych zakupów spożywczych czy odzieżowych, bez kontroli dokumentów i bez ograniczenia do dwóch dni w tygodniu. Koszty całego systemu, zgodnie z zasadą rozszerzonej odpowiedzialności producenta, mają ponosić firmy wprowadzające tekstylia na rynek, a nie gminy i mieszkańcy, jak ma to miejsce dzisiaj.
Naprawa też ma być bliżej domu – po jednym punkcie na każdą gminę
Poza samą zbiórką ustawa przewiduje jeszcze jeden element, który może zmniejszyć liczbę worków trafiających do PSZOK w pierwszej kolejności – obowiązek zorganizowania przez organizacje producentów co najmniej jednego stałego punktu naprawy tekstyliów w każdej z niemal 2,5 tys. polskich gmin. Jak wyjaśnia Sowińska, organizacje będą mogły stworzyć własne punkty albo dofinansować już istniejące, niezależne miejsca naprawy, dzięki czemu konsument zyska dostęp do szerszej oferty usług krawieckich i szewskich, zamiast wyrzucać rzecz, którą dałoby się jeszcze uratować. W warszawskich realiach oznaczałoby to punkt naprawy dostępny w każdej dzielnicy, a nie tylko pojedyncze, prywatne zakłady krawieckie rozsiane po mieście bez żadnej centralnej informacji, gdzie ich szukać.
Obecny obowiązek selektywnej zbiórki tekstyliów, wdrożony 1 stycznia 2025 roku, wiceminister ocenia jako „pierwszy krok”, ale wyraźnie niewystarczający – to gminy i mieszkańcy ponoszą dziś koszty zbierania i przetwarzania odpadów tekstylnych, a nie producenci, którzy wprowadzili te ubrania na rynek. Z przygotowanej przez ministerstwo oceny skutków regulacji wynika, że około 24% kosztów gospodarowania odpadami komunalnymi w Polsce ma być finansowane z opłat wnoszonych w ramach ROP – dla samorządów, w tym dla Warszawy, oznaczałoby to realną ulgę budżetową, a dla mieszkańców szansę na to, że część opłaty za śmieci, którą dziś płacą, zostanie w przyszłości pokryta przez kogoś innego.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.