Drożeje każdy smartfon i laptop. Od stycznia 2026 wszedł w życie nowy parapodatek
Polacy wydają miliony na elektronikę. Tylko w 2024 roku było to ponad 18 mld złotych. Od 2026 roku każde zakupione urządzenie będzie kosztować więcej. Nikt nie zapyta Cię o zgodę.

Fot. Pixabay / Warszawa w Pigułce
Od 1 stycznia 2026 roku każdy smartfon, laptop, tablet czy telewizor kupisz drożej. Nie zobaczysz tego na paragonie jako osobnej pozycji. Cena będzie po prostu wyższa. Rząd nazywa to opłatą reprograficzną i zapewnia, że to nie podatek. Eksperci rynku elektroniki mówią wprost – klienci zapłacą każdą złotówkę tej daniny.
Przestarzałe przepisy z lat 90. wracają do życia
Opłata reprograficzna funkcjonuje w Polsce od 1994 roku. Przez ostatnie 30 lat obejmowała kasety VHS, płyty CD i magnetofony. Lista urządzeń nie była aktualizowana od 2008 roku i zawierała 65 pozycji. Większość z nich to technologiczny relikt – nagrywarki DVD, faksy czy dyktafony.
W lutym 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że wyłączenie smartfonów i laptopów z systemu opłat jest niezgodne z prawem unijnym. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego musiało działać. Nowa lista zawiera już tylko 19 kategorii urządzeń, ale za to tych, których Polacy faktycznie używają codziennie.
Centralny rejestr pokazuje aktualnie wpływy na poziomie zaledwie 36 mln złotych rocznie. Po zmianach resort przewiduje, że kwota wzrośnie pięciokrotnie – do 150-200 mln złotych. Pieniądze mają trafiać do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, które następnie rozdzielą je między twórców.
Zapłacisz za każde urządzenie z pamięcią
Mechanizm działa prosto. Producent lub importer wprowadzający sprzęt na polski rynek odprowadza 1% wartości urządzenia. Dotyczy to smartfonów z pamięcią powyżej 32 GB, tabletów również przekraczających ten próg, wszystkich laptopów i komputerów stacjonarnych oraz telewizorów z funkcją nagrywania.
Dodatkowo w nowym katalogu znalazły się dyski twarde, dyski SSD, karty pamięci i pendrive’y. Tutaj również stawka wynosi 1% wartości. Płyty CD, DVD i Blu-Ray zostały z kolei obciążone stawką 2%, a urządzenia kserograficzne 1,5%.
Ustawa o prawie autorskim pozwala na pobieranie opłaty do wysokości 3% wartości urządzenia. Ministerstwo Kultury argumentuje, że zastosowana stawka 1% to minimalne obciążenie, znacznie poniżej ustawowego limitu. W innych krajach Unii Europejskiej mechanizm działa podobnie, a stawki sięgają nawet 5% ceny sprzętu.
Nie zobaczysz tego na paragonie
Formalnie opłatę uiszczają producenci i importerzy. Ministerstwo Kultury zapewnia, że konsumenci nie odczują podwyżki, bo koszt wezmą na siebie firmy wprowadzające sprzęt na rynek. Marta Cienkowska, minister kultury, przekonuje że to zaledwie procent marży, który nie powinien wpłynąć na ceny w sklepach.
Branża elektroniczna ma inne zdanie. Związek Cyfrowa Polska ostrzega od miesięcy, że każda złotówka dodatkowego kosztu trafia ostatecznie do klienta. Marże w sprzedaży elektroniki są niskie, konkurencja brutalna. Producenci i dystrybutorzy nie mogą pozwolić sobie na absorbowanie dodatkowych obciążeń.
Mechanizm będzie niewidoczny. Sklepy nie wydzielą opłaty jako osobnej pozycji na paragonie. Po prostu podniosą cenę końcową produktu. Klient patrząc na cenówkę nie dowie się, ile z tej kwoty to rzeczywisty koszt urządzenia, a ile dokładka związana z nowym rozporządzeniem.
Konkretne kwoty – ile zapłacisz więcej
Średniej klasy smartfon kosztuje obecnie około 2 500 złotych. Opłata reprograficzna w wysokości 1% to dodatkowe 25 złotych. Wydaje się niewiele, ale dla rodziny kupującej trzy telefony to już 75 złotych. Laptop za 4 000 złotych podrożeje o 40 złotych, a flagowy model za 8 000 złotych będzie kosztować o 80 złotych więcej.
Telewizor z funkcją nagrywania wyceniony na 3 000 złotych zdrożeje o 30 złotych. Tablet za 1 500 złotych będzie wymagał dopłaty 15 złotych. Dysk SSD o pojemności 2 TB kosztujący 600 złotych podrożeje o 6 złotych, a pendrive za 100 złotych o 1 złoty.
Rodzina kompletująca domowy zestaw elektroniczny odczuje to boleśnie. Nowy iPhone za 5 000 złotych oznacza dopłatę 50 złotych, MacBook za 9 000 złotych kolejne 90 złotych, telewizor Smart TV za 4 500 złotych dodatkowe 45 złotych. Łącznie 185 złotych więcej niż przed zmianą przepisów.
Branża cyfrowa przewiduje, że rzeczywiste podwyżki mogą być wyższe. Firmy wykorzystają moment wprowadzenia nowych regulacji, by dostosować całą politykę cenową. Konsument nie zweryfikuje, jaka część podwyżki wynika z opłaty reprograficznej, a jaka z decyzji biznesowych producenta.
Artyści dostaną rekompensatę za dozwolony użytek
Idea opłaty reprograficznej wywodzi się z lat 90. ubiegłego wieku. Prawo autorskie pozwala na wykonywanie kopii utworów na użytek prywatny. Możesz nagrać koncert z telewizji, skopiować film na komputer czy przegrać muzykę na telefon. To dozwolony użytek, ale twórca nie dostaje za to wynagrodzenia.
Państwo uznało, że trzeba to jakoś zrekompensować. Rozwiązaniem stała się opłata od urządzeń służących do kopiowania. Pieniądze trafiają do organizacji takich jak ZAiKS, które dzielą je między uprawnionych twórców – muzyków, filmowców, pisarzy, aktorów.
Przez lata mechanizm działał w cieniu. Kasety magnetofonowe i płyty CD zniknęły z powszechnego użytku. Wpływy spadały, a system stawał się nieskuteczny. Teraz dostosowano listę urządzeń do rzeczywistości – większość Polaków kopiuje utwory na smartfony i laptopy, więc tam powinna być pobierana opłata.
Organizacje reprezentujące twórców od lat naciskały na zmiany. Argumentowały, że polska opłata reprograficzna to jedna z najniższych w Europie. W Niemczech, Francji czy Hiszpanii mechanizm działa sprawniej i generuje znacznie większe wpływy. Polscy artyści czuli się pokrzywdzeni.
Dlaczego akurat teraz i bez głosowania
Najciekawsze w całej sprawie jest to, że zmiany wprowadzane są rozporządzeniem ministra kultury. Nie wymaga to uchwalenia nowej ustawy przez Sejm. Nie będzie debaty, poprawek ani głosowania. Minister podpisze dokument i przepisy wejdą w życie.
Ten mechanizm budzi kontrowersje. Rozporządzenie ministerialnym to instrument techniczny, służący do regulacji szczegółów zapisanych w ustawie. Tymczasem w tym przypadku decyzja ministra wpływa bezpośrednio na portfele milionów Polaków kupujących elektronikę.
Ministerstwo Kultury tłumaczy, że ustawa o prawie autorskim z 1994 roku już przewiduje opłatę reprograficzną. Minister ma jedynie kompetencję do określania kategorii urządzeń i wysokości stawek w ramach ustawowego limitu 3%. Formalnie wszystko jest zgodne z prawem.
W praktyce rząd unika gorącej debaty politycznej. Wprowadzenie dodatkowych obciążeń dla konsumentów poprzez ustawę wymagałoby publicznej dyskusji i mogłoby spotkać się z oporem posłów. Rozporządzenie pozwala działać szybciej i ciszej.
System działa w całej Europie
Polska nie wymyśliła opłaty reprograficznej. Mechanizm funkcjonuje w większości krajów Unii Europejskiej, a także w Szwajcarii czy Norwegii. Wymaga tego dyrektywa UE dotycząca harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich. Każde państwo członkowskie musi zapewnić twórcom rekompensatę za dozwolony użytek prywatny.
W Niemczech stawki są znacznie wyższe niż planowane w Polsce i sięgają kilkunastu euro za urządzenie. We Francji system obejmuje szeroki katalog sprzętu, a wpływy przekraczają 300 mln euro rocznie. Hiszpania pobiera opłatę nie tylko od urządzeń, ale również od usług chmurowych.
Polskie rozwiązanie wpisuje się więc w europejski standard. Problem w tym, że przez lata byliśmy poza głównym nurtem. Teraz nagłe dostosowanie przepisów oznacza dla konsumentów odczuwalną podwyżkę cen. W krajach, gdzie system działał płynnie od dekad, konsumenci przyzwyczaili się do obecnego poziomu cen uwzględniającego opłatę.
Analitycy rynku elektronicznego porównują ceny między krajami i zauważają, że wysokość opłaty reprograficznej nie zawsze przekłada się wprost na różnice cenowe. W Niemczech mimo wyższych stawek smartfony bywają tańsze niż w Polsce. Na cenę wpływa wiele czynników – stawka VAT, siła konkurencji, koszty logistyki, polityka producenta.
Kupuj teraz, bo później będzie drożej
Eksperci są zgodni – jeśli planujesz wymianę telefonu, laptopa czy telewizora, lepiej zrobić to jeszcze w grudniu. Od stycznia ceny pójdą w górę. Sklepy internetowe już teraz organizują przedświąteczne promocje, które mogą być ostatnią szansą na zakup sprzętu po starych zasadach.
Branża elektroniczna przewiduje spadek popytu w pierwszym kwartale 2026 roku nawet o 12%. Polacy masowo kupią sprzęt jeszcze w grudniu, a potem nastąpi wyhamowanie. Sklepy będą musiały dostosować strategie cenowe i być może pojawią się agresywne promocje, by ożywić rynek.
Z drugiej strony niektórzy dystrybutorzy mogą wykorzystać moment wprowadzenia opłaty, by podnieść ceny bardziej niż wynika to z samego mechanizmu. Tłumaczenie się nowym rozporządzeniem to wygodna wymówka dla firm chcących poprawić marże.
Portal x-kom w swoim opracowaniu zachęca klientów do skorzystania z bieżących promocji. Argumentuje, że nawet jeśli opłata reprograficzna to zaledwie procent, przy planowanym zakupie warto wykorzystać czas, gdy gramy jeszcze na starych zasadach. Zwłaszcza że zbliża się okres świątecznych wyprzedaży.
Co to oznacza dla Czytelnika?
Jeśli planujesz wymianę sprzętu elektronicznego, masz jeszcze kilka dni na zakup po niższych cenach. Od 1 stycznia każde urządzenie z pamięcią będzie droższe. Kwoty nie wyglądają groźnie przy pojedynczym zakupie, ale w skali roku rodzina wydająca 10 000 złotych na elektronikę zapłaci o 100 złotych więcej.
Nie możesz uniknąć opłaty. Jest wbudowana w cenę i nie ma znaczenia, gdzie kupujesz sprzęt. Czy w sklepie stacjonarnym, czy przez internet, czy z zagranicy – importerzy odprowadzają opłatę przy wprowadzaniu produktu na polski rynek.
Sprawdź swoje plany zakupowe. Jeśli czekasz na wymianę telefonu, zrób to teraz. To samo dotyczy laptopa dla dziecka do szkoły czy nowego telewizora. Grudniowe promocje mogą okazać się korzystniejsze niż czekanie na styczeń.
Pamiętaj, że to nie jednorazowa zmiana. Stawki opłaty reprograficznej mogą być modyfikowane rozporządzeniem ministra. Jeśli wpływy okażą się niższe niż zakładano, rząd może podnieść procent. Ustawowy limit to 3%, czyli trzykrotność obecnej stawki.
Zwróć uwagę na pochodzenie sprzętu. Urządzenia kupione za granicą przez osobę prywatną formalnie również powinny być objęte opłatą przy przekroczeniu granicy. W praktyce kontrole są rzadkie, ale przepisy istnieją. Firma kurierska sprowadzająca sprzęt z zagranicy musi odprowadzić opłatę tak samo jak polski dystrybutor.
Jeśli prowadzisz firmę i kupujesz elektronikę służbową, opłata reprograficzna zwiększy koszty zakupu sprzętu. Uwzględnij to w budżecie na 2026 rok. Zakup 10 laptopów dla pracowników za łączną kwotę 40 000 złotych oznacza dodatkowe 400 złotych.
Pamiętaj też, że opłata nie zniknie. To stały element rynku elektroniki w całej Europie. Nie ma sensu czekać, aż ceny spadną – nie spadną. Mechanizm został wprowadzony na stałe i będzie działał przez kolejne lata.
Sprawdź jeszcze dziś sklepy internetowe. Wiele sieci już wystartowało z przedświątecznymi promocjami. Dla niektórych produktów obniżki sięgają 20-30%. Nawet jeśli nie planujesz zakupu natychmiast, warto porównać ceny i zapamiętać oferty. Mogą okazać się lepsze niż cokolwiek, co zobaczysz w styczniu.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.