Ostatni raz przestawiamy zegarki? UE wreszcie ruszyła z pracami. Zlecono pilną analizę
25 października cofniemy zegarki z godziny 3:00 na 2:00. Tym razem wokół zmiany czasu dzieje się jednak coś więcej niż zwykle. Po kilku latach praktycznego zamrożenia sprawy Komisja Europejska ponownie prowadzi analizy dotyczące zniesienia sezonowego przestawiania zegarków, a prace mają objąć nowe badanie oraz konsultacje z ekspertami państw członkowskich. Temat został ponownie uruchomiony między innymi podczas polskiej prezydencji w Radzie UE, kiedy komisarz odpowiedzialny za transport mówił o pilnej potrzebie podjęcia decyzji.

25 października cofamy zegarki. Polskie rozporządzenie rzeczywiście kończy się właśnie w tym miejscu
Czy oznacza to, że październikowa zmiana będzie ostatnią? Tu pojawia się niespodzianka. Polskie rozporządzenie rzeczywiście kończy się właśnie na 2026 roku, ale Unia Europejska już opublikowała harmonogram zmian czasu na lata 2027-2031. Jeżeli do tego czasu nie zostaną zmienione przepisy, zegarki będziemy przestawiać również w przyszłym roku. Jednocześnie pierwszy raz od dawna istnieje realna możliwość, że przygotowane obecnie analizy pozwolą państwom członkowskim wrócić do negocjacji, które utknęły jeszcze przed pandemią.
Najbliższa zmiana nastąpi w nocy z soboty 24 na niedzielę 25 października 2026 roku. O godzinie 3:00 cofniemy zegarki na 2:00, przechodząc z czasu letniego środkowoeuropejskiego na czas środkowoeuropejski. Dla większości telefonów, komputerów i innych urządzeń podłączonych do sieci odbędzie się to automatycznie. Ręcznie trzeba będzie przestawić przede wszystkim starsze zegarki, niektóre urządzenia AGD, zegary samochodowe i sprzęt bez automatycznej synchronizacji.
Data jest szczególnie ciekawa z jednego powodu. Obowiązujące w Polsce rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 4 marca 2022 roku ustaliło terminy wprowadzania i odwoływania czasu letniego wyłącznie na lata 2022-2026. Ostatnim terminem znajdującym się w tym akcie jest właśnie 25 października. Można więc łatwo wyciągnąć wniosek, że skoro nie ma w nim 2027 roku, będzie to ostatnie przestawianie zegarków. Taki wniosek byłby jednak przedwczesny.
Bruksela rozpisała już zmiany aż do 2031 roku. Jest konkretna data na marzec 2027
W marcu 2026 roku Komisja Europejska opublikowała w Dzienniku Urzędowym UE nowy harmonogram okresów czasu letniego na kolejne 5 lat. Dokument obejmuje lata 2027-2031 i został wydany na podstawie nadal obowiązującej dyrektywy 2000/84/WE. Jeżeli przepisy nie zostaną wcześniej zmienione, w 2027 roku czas letni rozpocznie się 28 marca, a zakończy 31 października. Na 2028 rok wyznaczono 26 marca i 29 października, na 2029 rok 25 marca i 28 października, na 2030 rok 31 marca i 27 października, a na 2031 rok 30 marca i 26 października.
Nie oznacza to, że Unia przesądziła, iż do 2031 roku nic się nie zmieni. Komisja musiała przygotować harmonogram zgodnie z obecnym prawem, ponieważ na dziś sezonowe zmiany czasu nadal obowiązują. Jeżeli unijni prawodawcy wcześniej przyjmą dyrektywę znoszącą ten system, przyszłe terminy mogą stracić znaczenie. Dokument pokazuje jednak jasno, że brak nowego polskiego rozporządzenia po 2026 roku nie jest równoznaczny z automatycznym końcem zmian czasu.
Po 6 latach zastoju sprawa ponownie trafiła na stół. Dużą rolę odegrała Polska
Projekt zniesienia zmian czasu nie jest nowy. Komisja Europejska przedstawiła go jeszcze we wrześniu 2018 roku po przeprowadzeniu największych w swojej historii konsultacji publicznych. Wzięło w nich udział około 4,6 mln mieszkańców Unii Europejskiej, a 84 proc. uczestników opowiedziało się za rezygnacją z przestawiania zegarków 2 razy w roku. Parlament Europejski przyjął swoje stanowisko w marcu 2019 roku i poparł zakończenie zmian czasu, pierwotnie zakładając możliwość dokonania ostatniej zmiany w 2021 roku.
Do tego nigdy nie doszło. Problem utknął w Radzie UE, czyli wśród państw członkowskich. Kraje nie uzgodniły wspólnego stanowiska dotyczącego sposobu przejścia na nowy system, a później pojawiła się pandemia i kolejne kryzysy. Według polskiego Ministerstwa Rozwoju i Technologii przez około 6 lat sprawa była w pracach Rady praktycznie zamrożona. Zmieniło się to podczas polskiej prezydencji w pierwszej połowie 2025 roku.
Komisarz mówił o pilnej potrzebie decyzji. Komisja zleciła kompleksową analizę
5 czerwca 2025 roku sprawa została ponownie poruszona podczas posiedzenia unijnej Rady ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii. Ministerstwo Rozwoju i Technologii poinformowało wówczas, że komisarz ds. transportu i turystyki Apostolos Tzitzikostas zlecił służbom Komisji Europejskiej przygotowanie kompleksowej analizy dotyczącej projektu zniesienia sezonowych zmian czasu. Komisarz miał wskazywać jednocześnie na polityczny charakter decyzji i pilną potrzebę rozwiązania problemu.
Brak aktualnej analizy skutków był wskazywany jako jedna z przeszkód utrudniających dalsze negocjacje. Od pierwotnej propozycji minęło bowiem 8 lat, zmienił się rynek energii, sposób funkcjonowania transportu, technologie oraz wiedza dotycząca skutków zdrowotnych sezonowego przestawiania zegarków. Stare wyliczenia z czasu, gdy głównym argumentem była potencjalna oszczędność energii elektrycznej, nie muszą już odpowiadać dzisiejszym warunkom.
W marcu 2026 Komisja potwierdziła: badanie ma być gotowe w drugiej połowie roku
Sprawa nie zakończyła się na zapowiedzi z czasu polskiej prezydencji. Podczas briefingu Komisji Europejskiej 26 marca 2026 roku przedstawicielka Komisji ponownie potwierdziła, że cel zniesienia sezonowych zmian czasu pozostaje aktualny. Zapowiedziano prowadzenie analiz, przygotowanie specjalnego badania oraz seminarium z ekspertami państw członkowskich. Według przekazanej wtedy informacji badanie powinno zostać ukończone w drugiej połowie 2026 roku.
Na 27 września nie ma jeszcze publicznie dostępnego finalnego dokumentu, który rozstrzygałby sprawę i wyznaczał datę ostatniej zmiany czasu. To ważne, bo samo zlecenie analizy nie jest decyzją legislacyjną. Komisja może dostarczyć państwom nowe dane, ale to przede wszystkim kraje UE muszą przełamać impas w Radzie i uzgodnić wspólne stanowisko. Komisja mówiła w marcu wprost, że w tej chwili piłka znajduje się po stronie państw członkowskich i Rady UE.
Polska zaproponowała jeden czas dla całej UE i 2 lata na sprawdzenie rozwiązania
Polska prezydencja nie ograniczyła się do ponownego wpisania tematu do kalendarza spotkań. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało propozycję zakładającą przyjęcie na terenie Unii jednego czasu urzędowego – letniego oraz wprowadzenie 2-letniej klauzuli przeglądowej. Rozwiązanie zostało przedstawione 25 kwietnia 2025 roku na posiedzeniu grupy roboczej zajmującej się transportem intermodalnym. Według polskiego resortu Komisja Europejska pozytywnie odniosła się do propozycji.
Nie oznacza to jednak, że cała Unia przyjęła polski wariant albo że stały czas letni jest już wybranym rozwiązaniem. Dotychczasowy projekt Komisji zakładał pozostawienie państwom prawa wyboru własnego czasu standardowego. I właśnie tutaj pojawia się jeden z największych problemów: nieskoordynowane decyzje państw mogłyby stworzyć na mapie Europy skomplikowaną mozaikę stref czasowych, utrudniając transport kolejowy i lotniczy, handel oraz działalność przedsiębiorstw funkcjonujących w kilku krajach.
Dlaczego nie wystarczy po prostu powiedzieć: od przyszłego roku nie przestawiamy?
Dla zwykłego użytkownika zmiana czasu oznacza przede wszystkim przesunięcie zegara o godzinę. Na poziomie państwa i wspólnego rynku konsekwencje są znacznie większe. Linie kolejowe, lotniska, systemy informatyczne, banki, giełdy, sieci energetyczne i przedsiębiorstwa transportowe działają według harmonogramów obejmujących wiele państw. Jeżeli Polska pozostawiłaby czas letni, Niemcy wybrały zimowy, a kolejne państwo dokonało jeszcze innego wyboru, część istniejących różnic czasowych pomiędzy krajami zmieniłaby się na stałe.
Dlatego obecna dyrektywa przede wszystkim synchronizuje zmiany w całej Unii. Wszystkie państwa przechodzą na czas letni w ostatnią niedzielę marca i wracają do czasu standardowego w ostatnią niedzielę października. Komisja podkreśla, że ewentualna rezygnacja z tego systemu także powinna zostać przeprowadzona w sposób skoordynowany, żeby nie zaszkodzić funkcjonowaniu wspólnego rynku.
Parlament Europejski już swoje zrobił. Blokada pozostaje w Radzie
Formalnie projekt nie zaczyna więc drogi legislacyjnej od zera. Parlament Europejski ma swoje stanowisko od 2019 roku i popiera zakończenie sezonowych zmian. Rada UE nadal nie przyjęła własnego stanowiska. Do jego przyjęcia potrzebna jest kwalifikowana większość państw członkowskich. Dopiero później możliwe jest uzgodnienie ostatecznej wersji przepisów z Parlamentem Europejskim.
Oficjalny serwis Rady UE, zaktualizowany w sierpniu 2026 roku, nadal informuje jednoznacznie: nie zapadła ostateczna decyzja i nie określono terminu jej podjęcia. Do tego momentu obecny system pozostaje w mocy. To właśnie dlatego nie można dziś obiecać Polakom, że październik będzie ostatnim przypadkiem cofania wskazówek.
25 października może być ostatnią zmianą z obecnego polskiego rozporządzenia. Nie musi być ostatnią zmianą w ogóle
To rozróżnienie jest najważniejsze. 25 października 2026 roku jest ostatnią zmianą wpisaną do obecnego polskiego rozporządzenia, ponieważ dokument obejmuje lata 2022-2026. Nie jest jednak oficjalnie ogłoszoną ostatnią zmianą czasu w Polsce. Komisja Europejska już określiła terminy sezonowego czasu letniego na kolejne lata i w obecnym stanie prawnym następne przejście powinno nastąpić 28 marca 2027 roku.
Do marca zostało jednak jeszcze pół roku. Jeżeli analiza Komisji zostanie ukończona zgodnie z planem w drugiej połowie 2026 roku i państwom uda się na jej podstawie wypracować porozumienie, proces może wreszcie przyspieszyć. Nie należy jednak mylić rozpoczęcia prac z gotową decyzją. Zniesienie zmiany czasu wymaga przyjęcia nowych przepisów unijnych i zapewnienia okresu na przygotowanie administracji oraz biznesu.
Na razie jedna data jest pewna: w nocy z 24 na 25 października cofamy zegarki
Przed najbliższą zmianą nie trzeba podejmować żadnych dodatkowych działań poza sprawdzeniem urządzeń, które nie aktualizują czasu automatycznie. W nocy z 24 na 25 października o godzinie 3:00 ponownie będzie godzina 2:00. Noc formalnie stanie się o godzinę dłuższa, a od niedzielnego poranka w Polsce będzie obowiązywał czas środkowoeuropejski.
Najbliższe miesiące mogą natomiast być najciekawsze w tej sprawie od wielu lat. Komisja ponownie prowadzi badanie, państwa dostały impuls do powrotu do negocjacji, a Polska przedstawiła własny wariant rozwiązania. To jeszcze nie jest ostatnia zmiana czasu – ale po latach zastoju znów istnieje procedura, która może rzeczywiście do tego doprowadzić. Jeśli nic się wcześniej nie zmieni, następny termin jest już wyznaczony: 28 marca 2027 roku.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z blisko 20-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.