Podatek od posiadanych pieniędzy. Sejm uchwalił nową daninę – zapłacisz od tej kwoty na koncie
Do Polski wchodzi coś, czego dotąd nie było: podatek liczony nie od zysku, tylko od samego faktu posiadania określonej kwoty oszczędności czy inwestycji. Sejm uchwalił w piątek 3 lipca ustawę, która obok głośno reklamowanej ulgi w podatku Belki wprowadza nową daninę od wartości zgromadzonych aktywów – i to ona, nie sama ulga, będzie decydować o realnym rachunku dla osób z większym majątkiem.

Powyżej progu płacisz, niezależnie od wyniku
Mechanizm jest prosty do opisania i trudny do zlekceważenia. Kto trzyma oszczędności w lokatach bankowych, obligacjach skarbowych lub bonach skarbowych powyżej 25 tys. zł, zapłaci nowy podatek od nadwyżki. Kto inwestuje na rynku kapitałowym – w akcje, obligacje korporacyjne, jednostki funduszy inwestycyjnych – próg jest wyższy i wynosi 100 tys. zł. Powyżej tych kwot wchodzi w życie podatek od wartości aktywów, całkowicie niezależny od tego, czy dana inwestycja w ogóle przyniosła jakikolwiek zysk.
To jest sedno całej zmiany. Dzisiejszy podatek Belki nalicza się wyłącznie od realnie osiągniętego zysku – bez zysku nie ma podatku, prosta sprawa. Nowa danina działa inaczej: nalicza się od samej wartości posiadanego majątku, więc zapłacisz ją także w roku, w którym Twoje inwestycje straciły na wartości. Wystarczy, że przez większą część roku portfel przekraczał próg zwolnienia, a giełdowa przecena przyszła dopiero pod koniec grudnia.
Ile dokładnie wyniesie ta danina
W pierwszym roku obowiązywania, czyli w 2027 roku, stawka podatku od wartości aktywów ma wynieść 0,85 procent. To nie jest stała liczba na przyszłość – w kolejnych latach stawka będzie przeliczana według wzoru: 19 procent pomnożone przez główną stopę referencyjną Narodowego Banku Polskiego, ustaloną na 31 października roku poprzedzającego. Ustawodawca zabezpieczył się przed skrajnie niskim opodatkowaniem przy bardzo niskich stopach procentowych – wprowadzając dolny próg stawki na poziomie 0,1 procent, poniżej którego podatek nie może spaść.
Podstawą naliczenia jest średnia dzienna wartość aktywów z całego roku – trzeba zsumować wyceny konta na koniec każdego dnia i podzielić przez liczbę dni posiadania rachunku, uwzględniając też wpłaty i wypłaty dokonywane w trakcie roku. To nie jest jednorazowa opłata przy przekroczeniu progu – to danina naliczana rok w rok, dopóki majątek na koncie przekracza limit zwolnienia.
Dwa limity, które nie sumują się do jednego wyższego
Warto uważać na pułapkę interpretacyjną, która łatwo umyka przy pierwszym czytaniu przepisów. Limit 25 tys. zł dla oszczędności i limit 100 tys. zł dla inwestycji nie dodają się do siebie. Łączna wartość zwolnienia z nowego podatku nie może przekroczyć 100 tys. zł, niezależnie od tego, jak dzielisz swoje pieniądze między lokaty a akcje. Kto ma 25 tys. zł na lokacie i 100 tys. zł w akcjach, nie dostaje 125 tys. zł wolnego od podatku – dostaje tylko 100 tys. zł łącznie.
Konkretny przykład liczbowy
Załóżmy inwestora, który przez cały rok utrzymuje na koncie akcje o średniej wartości 130 tys. zł. Nadwyżka ponad limit zwolnienia wynosi 30 tys. zł. Przy stawce 0,85 procent zapłaci od niej 255 zł podatku rocznie – i to niezależnie od tego, czy jego inwestycja w danym roku zarobiła, czy straciła. Dla porównania: gdyby ten sam portfel przy stopie zwrotu 15 procent rozliczał podatek Belki od zysku, zapłaciłby około 3705 zł. Różnica robi wrażenie – ale to porównanie działa tylko w scenariuszu realnego zysku. W roku, w którym portfel skończy się na minusie, podatek Belki wyniósłby zero, a nowa danina od aktywów – wciąż 255 zł.
Kto w ogóle wpadnie pod ten podatek
To nie jest danina dla przeciętnego ciułacza z kilkoma tysiącami złotych na koncie oszczędnościowym – próg 25-100 tys. zł to wciąż relatywnie wysoki pułap jak na typowe polskie oszczędności. Dotknie przede wszystkim osoby z większym portfelem inwestycyjnym: inwestorów giełdowych, posiadaczy funduszy inwestycyjnych, a także tych, którzy zgromadzili większe kwoty na lokatach czy obligacjach skarbowych ponad ustawowy limit.
Rząd nazywa to „ulgą”, krytycy – nowym podatkiem majątkowym
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański określił uchwalenie ustawy jako „największą od lat zmianę dla indywidualnych inwestorów”. Rząd argumentuje, że dla większości Polaków, których oszczędności mieszczą się w granicach zwolnienia, nowe przepisy oznaczają wyłącznie korzyść – zero podatku od zysków kapitałowych. Krytycy zwracają jednak uwagę na coś innego: to pierwszy w Polsce podatek naliczany od samego faktu posiadania określonej kwoty majątku, nie od dochodu czy zysku – mechanizm, którego w polskim systemie podatkowym dotąd nie było. Część komentatorów rynkowych ostrzega przed precedensem: raz wprowadzony podatek od wartości aktywów może w przyszłości zostać rozszerzony na niższe progi lub wyższe stawki, tak jak to bywało z innymi daninami w polskiej historii podatkowej.
Co to oznacza dla Ciebie? Policz, gdzie realnie jesteś
Nie jestem doradcą finansowym, więc poniższe punkty pomagają zorientować się w sytuacji, nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.
Sprawdź łączną wartość swoich oszczędności i inwestycji, licząc lokaty, obligacje i akcje razem – to suma decyduje o tym, czy w ogóle zbliżasz się do progu 100 tys. zł, przy którym nowy podatek zaczyna obowiązywać.
Rozważ, jak wygląda zmienność Twojego portfela w ciągu roku, nie tylko jego wartość na koniec grudnia – podatek liczy się od średniej dziennej wartości aktywów, więc nawet krótkotrwałe przekroczenie progu w trakcie roku ma znaczenie dla ostatecznego rachunku.
Przygotuj się na scenariusz straty, nie tylko zysku, planując swoje inwestycje na kontach OKI – w przeciwieństwie do obecnego podatku Belki, nowa danina nie zniknie tylko dlatego, że dany rok okazał się dla Twojego portfela nieudany.
Śledź dalsze prace nad ustawą w Senacie – to wciąż nie jest ostateczny, podpisany akt prawny, a kolejne poprawki mogą jeszcze zmienić szczegóły mechanizmu przed jego wejściem w życie 1 stycznia 2027 roku.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.