Szkoły przygotowują się na nauczanie zdalne. Placówki wchodzą w nowy rok z przepisem, który nie zostawia dyrektorowi wyboru
Zawieszenie lekcji w szkole trwające dłużej niż 2 dni uruchamia obowiązek, nie możliwość. Od trzeciego dnia dyrektor musi zorganizować zajęcia zdalne, nawet jeśli uważa to za rozwiązanie gorsze od odrobienia materiału później. W Warszawie, gdzie działa ponad 800 placówek oświatowych, ostatni taki test odbył się w lutym i pokazał, że przyczyna zamknięcia szkoły rzadko bywa tą, której spodziewają się rodzice.

Trzeci dzień zawieszenia zajęć oznacza lekcje online z mocy ustawy
Mechanizm opisuje art. 125a ust. 1 ustawy z 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe, stosowany w tym kształcie od 1 września 2022 r. Konstrukcja przepisu jest dwustopniowa. Najpierw dyrektor zawiesza zajęcia stacjonarne, na co potrzebuje zgody organu prowadzącego, czyli w przypadku stolicy urzędu miasta. Jeżeli przerwa nie przekracza 2 dni, sprawa kończy się na wolnym. Gdy jednak zawieszenie trwa dłużej, od trzeciego dnia szkoła ma obowiązek prowadzić zajęcia z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość. Szczegółowe warunki organizacji określa rozporządzenie Ministra Edukacji i Nauki z 2 września 2022 r.
Furtka istnieje, ale jest wąska. Dyrektor może odstąpić od organizowania nauki zdalnej, jeśli uzyska na to zgodę organu prowadzącego oraz pozytywną opinię organu sprawującego nadzór pedagogiczny, którym na Mazowszu jest kurator oświaty. To dwie osobne procedury do przeprowadzenia w trakcie sytuacji kryzysowej, więc w praktyce szkoły idą prostszą drogą i uruchamiają lekcje online. Dla rodzica oznacza to prostą zasadę: dwa dni to przerwa, trzeci dzień to komputer.
Katalog przyczyn jest zamknięty, a upał się w nim nie mieści
Powody, dla których wolno zawiesić zajęcia, wylicza § 18 ust. 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach, w tekście jednolitym opublikowanym w Dzienniku Ustaw z 2020 r. pod pozycją 1604. Pierwszy z nich jest czysto liczbowy: temperatura zewnętrzna mierzona o godzinie 21:00 w dwóch kolejnych dniach poprzedzających zawieszenie wynosi -15 stopni lub mniej. Drugi dotyczy warunków wewnątrz budynku, bo w salach musi być co najmniej 18 stopni. Trzeci obejmuje wystąpienie zdarzeń, które mogą zagrozić zdrowiu uczniów, w tym trudnych warunków komunikacyjnych, zagrożenia epidemicznego czy awarii uniemożliwiającej korzystanie z budynku.
W tym katalogu nie ma osobnej przesłanki dla wysokich temperatur, co bywa źródłem nieporozumień na początku i końcu roku szkolnego. Upał sam w sobie nie jest podstawą do zamknięcia szkoły. Dyrektor może się powołać na ogólną klauzulę zdarzeń zagrażających zdrowiu, ale musi to uzasadnić konkretną sytuacją w budynku, a nie samym odczytem termometru na dworze. Warto też wiedzieć, że zgoda organu prowadzącego, jako decyzja podejmowana z dnia na dzień, może być udzielona ustnie, telefonicznie albo mailowo, natomiast dyrektor ma obowiązek utrwalić ją na piśmie w formie notatki lub protokołu.
W lutym zamknięto 46 warszawskich placówek, ale tylko cztery z powodu zimna w salach
Najlepszym miernikiem tego, jak te przepisy działają w stolicy, jest początek lutego. 2 i 3 lutego 2026 r., gdy uczniowie wracali po przerwie świątecznej, dyrektorzy 46 warszawskich placówek zdecydowali o zawieszeniu zajęć na jeden lub dwa dni. Jak powiedziała wiceprezydentka Warszawy odpowiedzialna za edukację Renata Kaznowska w rozmowie z TVN Warszawa, nie było to wiele, bo Warszawa ma ponad 800 placówek oświatowych, a zamknięć z powodu zbyt niskiej temperatury, przy wymogu co najmniej 18 stopni w klasach, były cztery, natomiast cała reszta dotyczyła szkół ponadpodstawowych, do których sporo dzieci dojeżdża spoza Warszawy.
Ta proporcja jest najciekawszą liczbą w całym zestawieniu. Z 46 stołecznych placówek aż 38 to szkoły średnie, a decydującym czynnikiem nie był stan budynku, tylko dojazd uczniów z podwarszawskich gmin. Szkoła w Śródmieściu czy na Mokotowie zamyka się więc nie dlatego, że jest w niej zimno, ale dlatego, że jej uczniowie mieszkają w Piasecznie, Legionowie albo Ożarowie i nie dotrą na lekcje. To odwraca typowe myślenie o tym, kogo dotyczy zawieszenie zajęć w stolicy. Skala regionalna była wtedy nieporównanie większa: na Mazowszu zajęcia zawieszono w 175 szkołach, a Ministerstwo Edukacji Narodowej naliczyło w całym kraju 585 placówek, gdzie lekcje odwołano, zawieszono albo przeniesiono do sieci.
Kuratorium Oświaty w Warszawie wysłało wtedy do dyrektorów przypomnienie o zasadach postępowania w trudnych warunkach atmosferycznych, wskazując wprost podstawę z rozporządzenia o bezpieczeństwie i higienie. Takie pisma pojawiają się cyklicznie przed każdym zapowiadanym załamaniem pogody i są dobrym sygnałem wyprzedzającym dla rodziców, bo trafiają do szkół zanim zapadną decyzje o zawieszeniu.
Telefon ze szkoły przychodzi wieczorem, a decyzja zapada jeszcze wcześniej
Typowy przebieg wygląda tak: prognoza pojawia się rano, kuratorium przypomina o przepisach po południu, dyrektor uzgadnia zawieszenie z urzędem wieczorem, a komunikat trafia do dziennika elektronicznego około dwudziestej. Rodzic dowiaduje się ostatni i ma kilkanaście godzin na zorganizowanie opieki. Skrócenie tego łańcucha jest możliwe: informacja o zawieszeniu zajęć zawsze idzie przez dziennik elektroniczny i stronę szkoły, więc włączenie powiadomień push w aplikacji dziennika daje przewagę kilku godzin nad sprawdzaniem poczty rano.
Druga sprawa dotyczy opieki, bo tu krąży sporo błędnych informacji. Zawieszenie zajęć dydaktycznych nie musi oznaczać zamknięcia budynku. W lutym część mazowieckich gmin prowadziła w szkołach wyłącznie zajęcia opiekuńczo-wychowawcze dla dzieci, których rodzice nie mieli jak zapewnić opieki w domu. Pytanie o taką możliwość warto zadać wychowawcy od razu po otrzymaniu komunikatu, a nie następnego dnia rano, kiedy szkoła odbiera kilkadziesiąt telefonów naraz.
Ostatnia rzecz to sprzęt, i akurat ona wymaga sprawdzenia raz, a nie za każdym razem. Jeśli zawieszenie przeciągnie się poza drugi dzień, lekcje online staną się obowiązkowe i uczeń będzie musiał się na nie zalogować. Warto więc na spokojnie, jeszcze we wrześniu, ustalić z dzieckiem, przez jaką platformę szkoła prowadzi zajęcia zdalne i czy hasło do niej w ogóle działa. Sprawdzenie tego w momencie, gdy pierwsza lekcja zaczyna się za dziesięć minut, kończy się zwykle nieobecnością wpisaną do dziennika.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.