Zablokowano 1170 rachunków. Banki wstrzymują transakcję i zawiadamiają urzędy skarbowe. Kontrola osób, które wysłały taką płatność
Przelew nie przechodzi, karta przestaje działać albo bank nagle prosi o dokumenty pokazujące, skąd pochodzą pieniądze. Dla właściciela rachunku taka sytuacja może wyglądać jak błąd systemu, ale czasami jest efektem procedur związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy. Najnowsze dane Generalnego Inspektora Informacji Finansowej pokazują, że skala tych działań rośnie. W 2025 r. zastosowano 1170 blokad rachunków, a wartość znajdujących się na nich środków wynosiła łącznie 266,58 mln zł.

Jednocześnie do GIIF trafiło w ciągu roku 11 071 zawiadomień dotyczących działalności i transakcji podejrzanych. To znacznie więcej niż 8129 rok wcześniej. Zdecydowaną większość przekazały instytucje obowiązane, czyli między innymi banki i inne podmioty finansowe. Nie oznacza to, że ponad 11 tys. klientów dopuściło się przestępstwa. Zgłoszenie jest dopiero informacją o okolicznościach wymagających analizy. Pokazuje jednak, jak dokładnie instytucje finansowe obserwują dziś przepływy pieniędzy i jak szybko potrafią reagować, gdy sposób korzystania z rachunku przestaje pasować do posiadanej wiedzy o kliencie.
Nie ma bezpiecznej kwoty, poniżej której bank przestaje patrzeć
Jednym z największych mitów dotyczących bankowych kontroli jest przekonanie, że wszystko poniżej równowartości 15 tys. euro pozostaje poza zainteresowaniem systemu. Taki próg rzeczywiście występuje w ustawie AML i dotyczy przekazywania GIIF informacji o określonych transakcjach ponadprogowych. Nie jest jednak granicą, poniżej której bank nie może zainteresować się operacją. Podejrzana może być również znacznie mniejsza transakcja, jeśli jej okoliczności nie pasują do profilu klienta albo wskazują na możliwość prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu.
Z drugiej strony sam przelew na 100 tys., 300 tys. czy nawet 1 mln zł nie oznacza automatycznie żadnych problemów. Jeżeli klient sprzedał mieszkanie, dostał kredyt, otrzymał prawidłowo udokumentowaną darowiznę, odziedziczył majątek albo prowadzi przedsiębiorstwo, w którym takie kwoty są normalnym elementem działalności, wysoka wartość operacji może mieć całkowicie racjonalne wyjaśnienie. Bank ocenia nie tylko kwotę, ale również źródło pieniędzy, cel operacji, dotychczasową historię rachunku i profil klienta.
Dlatego zupełnie inaczej może wyglądać przelew 200 tys. zł na rachunku firmy budowlanej, która od lat wykonuje duże kontrakty, a inaczej nagły wpływ podobnej kwoty na konto osoby, która dotychczas otrzymywała wyłącznie comiesięczne wynagrodzenie. Drugi przypadek również nie oznacza niczego nielegalnego, ale bank może poprosić o wyjaśnienie, skąd pojawiły się pieniądze.
Nie warto też celowo dzielić jednej dużej płatności na kilka mniejszych tylko po to, żeby znaleźć się poniżej określonego progu. Ustawa i systemy AML pozwalają patrzeć również na transakcje powiązane. Seria operacji wykonanych w krótkim czasie może więc wzbudzić więcej pytań niż jeden przelew odpowiadający rzeczywistej umowie lub fakturze.
Bank może zapytać, skąd są pieniądze. Ankiety nie można po prostu wyrzucić
Procedury AML nie zaczynają się dopiero w momencie blokady rachunku. Znacznie częściej klient najpierw otrzymuje prośbę o aktualizację danych albo wypełnienie ankiety KYC. Bank może zapytać między innymi o źródło dochodów, rodzaj wykonywanej działalności, spodziewane miesięczne obroty, transakcje gotówkowe, kraje, z którymi klient prowadzi rozliczenia, a w przypadku przedsiębiorcy również o głównych kontrahentów.
Dla wielu osób takie pytania wydają się nadmiernie szczegółowe. Wynikają jednak z obowiązków nałożonych na banki przez ustawę. Instytucja ma nie tylko zidentyfikować klienta przy otwieraniu rachunku, ale również na bieżąco monitorować relację, analizować transakcje oraz dbać o aktualność posiadanych danych. W uzasadnionych sytuacjach musi również badać źródło pochodzenia środków.
Dlatego ankieta AML nie jest zwykłą ankietą marketingową, którą można bez konsekwencji zamknąć i zapomnieć. Nie ma przepisu nakazującego klientowi wypełnienie konkretnego formularza przygotowanego przez konkretny bank, ale jeżeli bez wymaganych informacji instytucja nie jest w stanie zastosować ustawowych środków bezpieczeństwa finansowego, przepisy nie pozwalają jej udawać, że problemu nie ma. W określonych sytuacjach bank może nie przeprowadzić transakcji, a ostatecznie nawet zakończyć stosunki gospodarcze z klientem.
To trzeba odróżnić od właściwej blokady AML. Jeśli bank ograniczył operacje dlatego, że klient od miesięcy nie zaktualizował wymaganych danych, nie musi to oznaczać, że GIIF podejrzewa go o pranie pieniędzy. Formalna blokada rachunku w związku z podejrzeniem przestępstwa jest osobną procedurą.
Najpierw 24 godziny, później maksymalnie 96. Nie należy ich dodawać
Jeżeli bank poweźmie uzasadnione podejrzenie, że konkretna transakcja albo środki mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu, zawiadamia Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Od momentu potwierdzenia przyjęcia zawiadomienia instytucja co do zasady nie przeprowadza wskazanej transakcji ani innych operacji obciążających rachunek zawierający objęte podejrzeniem środki przez okres nie dłuższy niż 24 godziny, chyba że wcześniej otrzyma odpowiedź pozwalającą na dalsze działanie.
Jeżeli GIIF po analizie uzna, że podejrzenie jest uzasadnione, może zażądać wstrzymania transakcji albo blokady rachunku na okres nie dłuższy niż 96 godzin. Jest tutaj ważny szczegół, który w wielu starszych opisach procedury przedstawiano błędnie. Nie należy liczyć tego jako 24 godziny plus kolejne 96 godzin. W podstawowym trybie okres do 96 godzin biegnie od daty i godziny wskazanej w potwierdzeniu przyjęcia zawiadomienia.
Na tym jednak sprawa może się nie skończyć. Po przekazaniu żądania GIIF zawiadamia właściwego prokuratora. Prokurator może postanowieniem wstrzymać transakcję albo zablokować rachunek na okres do 6 miesięcy. Obecne przepisy pozwalają również przedłużyć ten okres o kolejne maksymalnie 6 miesięcy. W skrajnym przypadku mówimy więc nawet o roku, zanim zastosowany zostanie inny środek procesowy. Na postanowienie prokuratora dotyczące blokady przysługuje zażalenie do sądu.
Klient może przy tym przez pewien czas nie znać wszystkich szczegółów sprawy. Wynika to z charakteru postępowań dotyczących prania pieniędzy i zakazu ujawniania niektórych informacji. Ustawa przewiduje, że na wniosek klienta bank może poinformować go o przekazaniu przez GIIF żądania blokady, ale nie jest to równoznaczne z obowiązkiem ujawnienia całego materiału, którym dysponują organy.
1170 zablokowanych rachunków i prawie 267 mln zł. Najnowsze dane pokazują wzrost
Sprawozdanie GIIF za 2025 r. pozwala zobaczyć rzeczywistą skalę działania systemu. Łącznie zastosowano 1170 blokad rachunków. Rok wcześniej było ich 1054, w 2023 r. 679, a w 2022 r. 392. Liczba blokad w ciągu roku wzrosła więc o około 11 proc. Jeszcze bardziej wzrosła wartość pieniędzy znajdujących się na objętych nimi rachunkach – z 232,5 mln zł w 2024 r. do 266,58 mln zł w 2025 r., czyli o około 15 proc.
Do tego dochodzą wstrzymane transakcje. W 2025 r. takich przypadków było 124, a ich łączna wartość wynosiła około 12,1 mln zł. Nie każda blokada powstaje również w dokładnie taki sam sposób. 617 blokad przeprowadzono w następstwie zawiadomień instytucji obowiązanych w procedurze z art. 86 ustawy AML, a 553 w wyniku działań podejmowanych z inicjatywy GIIF na podstawie art. 87.
Jednocześnie liczba wszystkich zawiadomień opisowych o działalności i transakcjach podejrzanych osiągnęła w 2025 r. 11 071. Dla porównania w 2024 r. było ich 8129, w 2023 r. 4746, a w 2022 r. 4505. GIIF sam wskazuje, że wzrost raportowania może być związany między innymi z dokładniejszą analizą transakcji przez instytucje, wykorzystaniem nowych technologii oraz rosnącą świadomością obowiązków AML.
Nie oznacza to jednak równie gwałtownego wzrostu liczby faktycznych spraw karnych. GIIF zainicjował w 2025 r. 4304 postępowania analityczne, czyli mniej niż rok wcześniej. W wyniku prowadzonych analiz przekazano 822 zawiadomienia lub powiadomienia do prokuratury i innych uprawnionych jednostek. W tej liczbie było 455 głównych zawiadomień i powiadomień dotyczących wartości przekraczającej łącznie 13 mld zł.
To dobrze pokazuje różnicę pomiędzy sygnałem a stwierdzeniem przestępstwa. Bank może zaraportować sytuację, która wymaga sprawdzenia, a GIIF może ją następnie przeanalizować i uznać, że nie wymaga dalszych działań. Samo zainteresowanie banku transakcją nie robi więc z klienta przestępcy.
Zagraniczny przelew może być analizowany również poza Polską
System AML coraz mniej przypomina zbiór niezależnych krajowych baz. W 2025 r. GIIF otrzymał od zagranicznych jednostek analityki finansowej 47 257 informacji transgranicznych, o około 7 proc. więcej niż rok wcześniej. W praktyce oznacza to, że operacja związana z polskim rachunkiem może zainteresować nie tylko polski bank, ale również instytucję finansową albo jednostkę analityki finansowej działającą w innym państwie.
Dla przedsiębiorców rozliczających się z zagranicznymi kontrahentami nie oznacza to powodu do obaw. Międzynarodowy handel, wynagrodzenia czy zakup usług są normalnymi operacjami. Znaczenie ma przede wszystkim możliwość wykazania, dlaczego pieniądze zostały wysłane albo otrzymane i jaki jest ich związek z działalnością firmy.
W Warszawie, gdzie działają centrale największych banków, tysiące spółek prowadzących handel międzynarodowy oraz ogromny rynek nieruchomości, wysokie i transgraniczne przepływy są codziennością. Kupno mieszkania, sprzedaż nieruchomości czy otrzymanie kilkuset tysięcy złotych kredytu nie oznacza automatycznego alertu prowadzącego do blokady. Bank może jednak poprosić o akt notarialny, umowę kredytu, dokument potwierdzający spadek, darowiznę albo inne źródło pieniędzy, jeśli potrzebuje tych informacji do wykonania swoich obowiązków.
W 2026 r. nadzór jest dalej wzmacniany. Duża zmiana nadejdzie w lipcu 2027 r.
Obecny system nie jest etapem końcowym. 3 lutego 2026 r. GIIF i Komisja Nadzoru Finansowego zawarły nowe porozumienie dotyczące między innymi wymiany informacji, wspólnego podejścia do interpretacji przepisów AML oraz współpracy nadzorczej. 10 lutego Rada Ministrów przyjęła z kolei nową Strategię Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy oraz Finansowaniu Terroryzmu, która ma usprawnić krajowy system i przygotować go do nadchodzących zmian unijnych.
Równocześnie bardzo aktywnie działa już nowy unijny urząd AMLA z siedzibą we Frankfurcie. W 2026 r. przygotowuje szczegółowe standardy dotyczące między innymi bieżącego monitorowania klientów, aktualizowania ich danych oraz analizowania transakcji i aktywności. Konsultacje wytycznych dotyczących stałego monitorowania relacji z klientem zakończyły się 3 września. Z kolei właśnie 9 września AMLA prowadziła publiczne wysłuchanie dotyczące jednolitego formatu zgłaszania podejrzeń i przekazywania danych transakcyjnych przez instytucje do jednostek analityki finansowej.
Główna część nowego unijnego rozporządzenia AMLR zacznie być stosowana od 10 lipca 2027 r.. Przepisy mają ujednolicić zasady w całej Unii Europejskiej. Jedną z najbardziej widocznych zmian będzie ograniczenie możliwości dokonywania gotówkowych płatności za towary i usługi do 10 tys. euro. Państwa będą mogły ustalić niższy limit, ale nie wyższy.
Nowe przepisy nie oznaczają jednak, że dopiero w 2027 r. banki zaczną sprawdzać klientów. Obowiązek identyfikacji, aktualizacji informacji, monitorowania transakcji i badania ich zgodności z profilem klienta istnieje już dzisiaj. Unijne regulacje mają przede wszystkim sprawić, że zasady będą bardziej jednolite i stosowane w podobny sposób w różnych państwach.
Bank pyta o pieniądze? Dokument jest ważniejszy niż sprytny tytuł przelewu
Najprostsza zasada dla zwykłego klienta brzmi: jeśli transakcja jest legalna, dobrze zachować dokument, który pozwala po latach łatwo wyjaśnić jej pochodzenie. Przy sprzedaży samochodu będzie to umowa sprzedaży, przy mieszkaniu akt notarialny, przy pożyczce umowa, przy spadku dokumenty dotyczące nabycia majątku, a przy firmie faktury i umowy z kontrahentami. Sam tytuł przelewu może pomóc w odnalezieniu płatności, ale wpisanie słowa „darowizna” albo „zwrot” nie powoduje, że bank musi bez sprawdzenia zaakceptować taki charakter operacji.
Nie należy też samodzielnie próbować „oszukiwać algorytmu” przez dzielenie płatności na mniejsze części. Po pierwsze, nie istnieje uniwersalna kwota gwarantująca brak zainteresowania banku. Po drugie, powiązane transakcje mogą być analizowane łącznie. Jeśli faktura wynosi 80 tys. zł, a pieniądze rzeczywiście są zapłatą za konkretną usługę, znacznie prostsze jest posiadanie faktury i wykonanie normalnej płatności niż tworzenie sztucznego ciągu przelewów.
Jeśli bank prosi o aktualizację ankiety AML albo KYC, nie warto czekać do dnia, w którym nie uda się wykonać pilnego przelewu. Najpierw należy oczywiście sprawdzić, czy wiadomość rzeczywiście pochodzi z banku – oszuści również wykorzystują hasła związane z AML i weryfikacją klienta. Prawdziwy bank może prosić o dokumenty lub informacje o źródle środków, ale nie każe przekazywać hasła, kodu autoryzacyjnego ani przelewać pieniędzy na rzekome „konto bezpieczeństwa”.
Jeżeli rachunek został już ograniczony, warto ustalić, z jakim rodzajem blokady mamy do czynienia. Brak aktualizacji danych klienta, wewnętrzna weryfikacja transakcji oraz formalne żądanie GIIF lub postanowienie prokuratora to różne sytuacje i różne procedury. Najnowsze liczby nie pozostawiają jednak wątpliwości, że system nie istnieje tylko na papierze. W 2025 r. blokad było 1170, a na objętych nimi rachunkach znajdowało się prawie 267 mln zł. W 2026 r. państwo i unijne organy przygotowują już kolejne narzędzia, które mają sprawić, że nietypowe przepływy pieniędzy będą wykrywane szybciej i według bardziej jednolitych zasad.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.