Zakaz smartfonów w szkołach od 1 września. Czy szkoła zabierze wszystkie telefony? Uczniom grozi konfiskata? Wyjaśniamy

Twoje dziecko dojeżdża do podstawówki poza swoim rejonem, samo wraca komunikacją miejską, a Ty chcesz mieć pewność, że w razie czego się dodzwonisz? Dobra wiadomość: ustawowy zakaz telefonów, który wchodzi w życie 1 września, dotyczy wyłącznie tego, co dzieje się na terenie szkoły – nie drogi do niej ani z powrotem. Zła wiadomość dla tych, którzy liczyli na jasną, jednolitą procedurę: to, gdzie dokładnie telefon będzie leżał przez cały dzień, każda szkoła ustali sobie sama.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Fotografia z przekreślonym telefonem komórkowym oznaczająca zakaz używania smartfona. Fot. Warszawa w Pigułce.
Fot. Warszawa w Pigułce

To zakaz używania, nie zakaz przynoszenia

Nowe przepisy wprowadza ustawa z 3 lipca 2026 roku, nowelizująca Prawo oświatowe o nowe artykuły 98a-98c, podpisana przez prezydenta i obowiązująca od 1 września 2026 roku. Wbrew krążącemu wśród części rodziców przekonaniu, żaden przepis nie nakazuje odbierania dzieciom telefonów przy wejściu do szkoły ani zostawiania ich w domu. Uczeń może przynieść telefon tak jak dotychczas – zakazane jest wyłącznie jego używanie podczas pobytu na terenie szkoły, i to zarówno w trakcie lekcji, jak i podczas przerw. W praktyce urządzenie po prostu zostaje wyłączone lub odłożone na cały czas pobytu w budynku, ale fizycznie wciąż należy do ucznia i wraca do jego rąk, gdy tylko opuszcza teren placówki.

Zakaz obowiązuje tylko na terenie szkoły. To rozróżnienie ma największe znaczenie dla rodziców martwiących się o kontakt, zwłaszcza tych, których dzieci samodzielnie dojeżdżają do podstawówki poza swoim rejonem zamieszkania. Ustawowe ograniczenie obejmuje wyłącznie czas, w którym uczeń przebywa na terenie szkoły i nie wyłącza noszenia go do szkoły np. w plecaku. Zakaz nie dotyczy oczywiście drogi na przystanek, czasu spędzonego w autobusie czy tramwaju, ani powrotu do domu. Dziecko, które po lekcjach wyjdzie z budynku szkoły, może od razu włączyć telefon i napisać albo zadzwonić do rodzica – żaden przepis mu tego nie zabrania, niezależnie od tego, jak dana szkoła zorganizowała przechowywanie urządzeń w ciągu dnia.

Telefon do kontaktu mimo wszystko – cztery wyjątki

Ustawa przewiduje zamknięty katalog sytuacji, w których korzystanie z telefonu na terenie szkoły pozostaje dozwolone. Po pierwsze, nauczyciel może wyrazić zgodę na użycie urządzenia, jeśli jest to niezbędne do realizacji programu nauczania, sprawdzenia wiedzy uczniów albo właśnie zapewnienia kontaktu – ten ostatni punkt wprost odpowiada na obawy rodziców o łączność w nagłych sytuacjach. Po drugie, dyrektor szkoły może udzielić okresowej zgody ze względu na stan zdrowia, niepełnosprawność lub szczególne potrzeby konkretnego ucznia. Po trzecie, telefonu można użyć w sytuacji zagrożenia życia, zdrowia lub mienia. Po czwarte wreszcie, zasady dotyczące wycieczek szkolnych są całkowicie wyłączone spod centralnego zakazu – to, czy i jak dzieci mogą korzystać z telefonów podczas wyjazdu klasowego, określa osobno statut każdej szkoły.

Każda szkoła sama zdecyduje, gdzie telefon będzie leżał

Ustawa celowo nie narzuca jednego, sztywnego modelu przechowywania urządzeń w ciągu dnia – o konkretnych rozwiązaniach organizacyjnych zdecydują dyrektor, rada pedagogiczna i rada rodziców danej placówki. W praktyce oznacza to, że modele będą się różnić między szkołami: w jednej telefon trafi do zbiorowego depozytu na czas zajęć, w innej po prostu zostanie w plecaku ucznia przez cały dzień, a w jeszcze innej pojawią się specjalne szafki, woreczki albo koszyki przypisane do każdego ucznia. Placówki mają czas na dostosowanie swoich statutów do nowych przepisów do 31 października 2026 roku, więc pierwsze tygodnie września w wielu szkołach mogą jeszcze wyglądać na etapie dopracowywania szczegółów, zanim ostateczny model się ustabilizuje.

Depozyt nie zmienia tego, czyją własnością jest telefon

Ustawa daje dyrektorowi możliwość zorganizowania miejsca przechowywania telefonów – ale wyłącznie za zgodą rady pedagogicznej i rady rodziców oraz po zasięgnięciu opinii samorządu uczniowskiego, nie jednostronną decyzją samego dyrektora czy pojedynczego nauczyciela. Jeśli szkoła w ten sposób ustali zasadę wspólnego depozytu, uczniowie mają obowiązek się jej podporządkować – to już nie jest sytuacja, w której każdy nauczyciel może samodzielnie decydować, komu i kiedy zabrać telefon. Co jednak istotne, sam telefon przez cały czas pozostaje własnością ucznia albo jego rodziców – depozyt na czas lekcji to wyłącznie czasowe przechowanie urządzenia, a nie przeniesienie własności ani jej ograniczenie. Rzecznik Praw Obywatelskich od lat podkreśla, że to rozróżnienie ma znaczenie prawne: zorganizowany, systemowy depozyt różni się od jednostronnej „konfiskaty” telefonu jako doraźnej kary za złamanie zasad przez konkretnego ucznia – taka konfiskata, stosowana poza ustalonym trybem depozytu, może naruszać konstytucyjne prawo własności i budzi znacznie więcej wątpliwości prawnych.

Skoro to szkoła wprowadza obowiązek oddania telefonu do depozytu, to na niej – a nie na uczniu czy rodzicu – spoczywa odpowiedzialność za szkody, które mogą powstać w tym czasie, na przykład zgubienie albo uszkodzenie urządzenia. Zapisy w regulaminach szkolnych, które z góry wyłączają odpowiedzialność placówki za telefon oddany do obowiązkowego depozytu, są prawnie wątpliwe – to co innego niż sytuacja, w której uczeń dobrowolnie przynosi sprzęt elektroniczny na własne ryzyko, bez żadnego obowiązku jego oddania. Ważne jest też to, że nawet prawidłowo umieszczony w depozycie telefon pozostaje prywatną własnością – żaden nauczyciel ani inny pracownik szkoły nie ma prawa przeglądać jego zawartości, wiadomości czy zdjęć bez zgody ucznia lub rodzica. Taka ingerencja stanowiłaby naruszenie prawa do prywatności, niezależnie od tego, czy urządzenie w danym momencie leży w szkolnej szafce, czy w kieszeni ucznia.

W Warszawie problem dotyczy szczególnie dzieci dojeżdżających spoza rejonu

W dużym mieście, gdzie rodzice często zapisują dzieci do podstawówek poza swoim rejonem zamieszkania – czy to ze względu na profil klasy, opinie o placówce, czy bliskość miejsca pracy – odległość między domem a szkołą bywa znacznie większa niż w mniejszych miejscowościach, a droga wiąże się z samodzielnym korzystaniem z komunikacji miejskiej. To właśnie ta grupa najbardziej odczuwała dotąd niepewność związaną z zapowiedzią ustawowego zakazu, obawiając się, że straci możliwość szybkiego potwierdzenia, że dziecko bezpiecznie dotarło na miejsce albo wyszło ze szkoły. Skoro jednak ograniczenie obejmuje wyłącznie sam pobyt na terenie placówki, rodzice dzieci dojeżdżających przez pół Warszawy zachowują dokładnie taką samą możliwość kontaktu w drodze, jaką mieli do tej pory – zmienia się wyłącznie to, co dzieje się z telefonem między dzwonkiem na pierwszą lekcję a końcem zajęć.

Co grozi za złamanie zakazu

Konsekwencje korzystania z telefonu wbrew zakazowi pozostają sprawą wewnątrzszkolną, a nie karą nakładaną z zewnątrz. Ministerstwo Edukacji Narodowej wskazuje, że złamanie zasad może skutkować obniżeniem oceny zachowania na zasadach ogólnych, ponieważ przestrzeganie reguł obowiązujących w szkole stanowi jedno z kryteriów, jakie bierze się pod uwagę przy jej ustalaniu. Resort podkreśla przy tym, że nie narzuca szkołom konkretnego sposobu egzekwowania zakazu – decyzja o tym, jak reagować na jego złamanie w praktyce, pozostaje autonomiczną sprawą każdej placówki, podobnie jak wybór miejsca przechowywania urządzeń.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl