Zauważyłeś kamerę i zwolniłeś? Może być już za późno. „Niewidzialne fotoradary” mogły Cię już przyłapać
Widzisz kamery nad drogą, zdejmujesz nogę z gazu i przejeżdżasz obok nich zgodnie z ograniczeniem. Przy zwykłym fotoradarze taka reakcja może jeszcze uchronić przed mandatem. Przy odcinkowym pomiarze prędkości może być już zdecydowanie za późno. System nie interesuje się bowiem wyłącznie tym, jak szybko jedziesz przed kamerą. Wie, kiedy wjechałeś na kontrolowany odcinek i kiedy z niego wyjechałeś, a następnie wylicza średnią prędkość z całego przejazdu.

Określenie „niewidzialne fotoradary” jest oczywiście umowne, bo urządzenia nie są ukryte, a odcinki objęte kontrolą muszą być oznakowane. Z punktu widzenia kierowcy działają jednak zupełnie inaczej niż charakterystyczna żółta skrzynka stojąca przy drodze. Nie ma jednego miejsca, przed którym wystarczy zwolnić. Kontrolowany jest cały odcinek, który może mieć kilka, kilkanaście, a na niektórych trasach nawet kilkadziesiąt kilometrów.
Pierwsza kamera zapisuje wjazd, druga wyjazd. System zna czas całego przejazdu
Zasada działania jest prosta. Kamera znajdująca się na początku odcinka rejestruje pojazd, jego numer rejestracyjny oraz dokładny czas wjazdu. Kolejny zestaw urządzeń robi to samo na końcu kontrolowanej trasy. System zna długość odcinka oraz czas potrzebny samochodowi na jego pokonanie, dlatego może obliczyć średnią prędkość. Nie musi sprawdzać prędkości auta w każdym miejscu po drodze i nie potrzebuje tradycyjnego pomiaru wykonywanego dokładnie wtedy, gdy samochód przejeżdża przed urządzeniem.
CANARD tłumaczy, że właśnie na tym polega podstawowa różnica pomiędzy fotoradarem a odcinkowym pomiarem prędkości. Fotoradar rejestruje prędkość chwilową pojazdu w konkretnym miejscu. OPP bada czas przejazdu pomiędzy początkiem i końcem trasy. Dlatego gwałtowne hamowanie kilkadziesiąt metrów przed ostatnią kamerą nie kasuje tego, co wydarzyło się wcześniej. Jeżeli samochód znaczną część odcinka przejechał za szybko, ostatnie sekundy wolniejszej jazdy mogą niewiele zmienić.
10 km z ograniczeniem do 80 km/h. Wystarczy policzyć czas, żeby zobaczyć pułapkę
Najłatwiej pokazać działanie systemu na prostym przykładzie. Załóżmy, że kontrolowany odcinek ma 10 km, a przez całą jego długość obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. Samochód poruszający się dokładnie z taką średnią prędkością pokona trasę w 7 minut i 30 sekund. To czas, który łatwo porównać z rzeczywistym przejazdem zarejestrowanym przez urządzenia.
Kierowca jedzie jednak pierwsze 9 km z prędkością 100 km/h. Dopiero przed końcem odcinka zauważa kamery, mocno zwalnia i ostatni kilometr pokonuje z prędkością 50 km/h. Pierwsze 9 km zajmie mu około 5 minut i 24 sekund, ostatni kilometr kolejne 1 minutę i 12 sekund. Całą trasę pokona więc w około 6 minut i 36 sekund. Mimo bardzo spokojnej jazdy przed końcową kamerą jego średnia wyniesie około 91 km/h. System nadal zobaczy przekroczenie ograniczenia.
To właśnie zachowanie znane z dróg wyposażonych w klasyczne fotoradary może tutaj zawieść. Przy OPP nie ma znaczenia, że w momencie minięcia urządzenia samochód porusza się z idealną prędkością. Kamera końcowa nie sprawdza wyłącznie tego jednego momentu, tylko zamyka pomiar rozpoczęty kilka kilometrów wcześniej. Jeśli średnia nadal jest zbyt wysoka, wcześniejszej szybkiej jazdy nie da się „wyhamować” na ostatnich kilkudziesięciu metrach.
OPP nie śledzi każdej sekundy jazdy. Liczy średnią z całego kontrolowanego odcinka
Działa to również w drugą stronę. Odcinkowy pomiar prędkości nie oznacza, że urządzenia znają prędkość samochodu w każdej sekundzie pomiędzy bramkami. Podstawą jest średnia z czasu i drogi. Chwilowe przekroczenie prędkości po drodze nie musi więc samo w sobie oznaczać naruszenia zarejestrowanego przez OPP, jeżeli średnia z całego odcinka nie przekroczy obowiązującego limitu. Kontrola została jednak zaprojektowana właśnie po to, aby kierowca utrzymywał prawidłową prędkość przez całą trasę, zamiast hamować tylko w jednym punkcie.
Ruch uliczny, korki czy wolniejsza jazda za innym samochodem naturalnie wpływają na czas przejazdu. System uwzględnia to automatycznie, bo interesuje go wynik końcowy. Nie ma więc czegoś takiego jak mandat wyłącznie za to, że na fragmencie kontrolowanego odcinka kierowca miał na liczniku więcej niż wynosi ograniczenie, jeżeli urządzenie OPP ostatecznie nie stwierdzi przekroczenia średniej prędkości.
System jest coraz większy. CANARD ma już 116 urządzeń do odcinkowego pomiaru
Odcinkowy pomiar nie jest już ciekawostką występującą na kilku drogach w Polsce. Według aktualnych danych CANARD w systemie działa 116 urządzeń OPP. Dla porównania Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym dysponuje również 545 klasycznymi fotoradarami, 36 mobilnymi urządzeniami rejestrującymi oraz systemami kontrolującymi przejazd na czerwonym świetle.
Skala wykroczeń pokazuje, że kierowcy nadal często zapominają o różnicy pomiędzy pomiarem punktowym a odcinkowym. W całym 2025 roku urządzenia OPP zarejestrowały 470,4 tys. naruszeń, a CANARD wystawił w związku z nimi 227,6 tys. mandatów. Rok wcześniej zarejestrowano 371,1 tys. naruszeń. System jest przy tym nadal rozbudowywany, między innymi na autostradach i drogach ekspresowych, gdzie kontrolą obejmowane są długie odcinki pozwalające kierowcom na rozwijanie wysokich prędkości.
W Warszawie kamery sprawdzają cały przejazd tunelem S2 na Ursynowie
Bardzo dobrze znanym przykładem jest tunel trasy S2 na Ursynowie. Odcinkowy pomiar uruchomiono tam już w grudniu 2021 roku. Kontrola obejmuje około 2,5 km trasy w obu kierunkach, a system wykorzystuje 12 kamer znajdujących się przy wjazdach i wyjazdach z tunelu. Obowiązuje tam ograniczenie do 80 km/h. Kierowca wjeżdżający do tunelu zostaje zarejestrowany, a kolejny pomiar następuje przy jego opuszczaniu.
To jedna z lokalizacji, w których OPP przez lata rejestrował tysiące wykroczeń. W danych CANARD za 2024 rok warszawski tunel znalazł się wśród 3 odcinków z największą liczbą naruszeń w Polsce – urządzenia zarejestrowały tam 21,6 tys. przypadków przekroczenia średniej prędkości. Już w pierwszym miesiącu działania systemu przejechało przez tunel ponad 1,2 mln pojazdów, a urządzenia wykryły przeszło 8 tys. naruszeń.
Warszawski przykład dobrze pokazuje też, że kamery nie muszą wyglądać jak klasyczny fotoradar ustawiony na poboczu. W tunelu urządzenia wykorzystują istniejące bramownice i infrastrukturę nad jezdnią. Kierowca może więc bardziej kojarzyć je z monitoringiem tunelu niż ze stojącą przy drodze żółtą obudową fotoradaru.
Odcinkowy pomiar jest oznaczony. Trzeba zwrócić uwagę na znaki D-51a i D-51b
Nie jest jednak prawdą, że kierowca zostaje objęty takim pomiarem bez żadnej informacji. Początek kontrolowanego fragmentu oznacza znak D-51a „automatyczna kontrola średniej prędkości”. Koniec wskazuje D-51b. Przepisy wymagają, aby znak D-51a znajdował się na początku odcinka w miejscu, w którym urządzenie rejestruje wjazd samochodu. Jeżeli geometria drogi utrudnia wcześniejsze dostrzeżenie oznakowania, może pojawić się dodatkowy znak zapowiadający kontrolę.
Nie zawsze natomiast na samym znaku OPP kierowca znajdzie powtórzone ograniczenie obowiązujące na trasie. Dopuszczalna prędkość może wynikać z ogólnych zasad albo z ustawionego wcześniej znaku B-33. Problem jest na tyle zauważalny, że 11 września 2026 roku Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zdecydowała o rozpoczęciu projektu badawczego dotyczącego nowego wzoru oznakowania na autostradach i drogach ekspresowych. Badana ma być zasadność dodawania do znaku D-51a wyraźnej informacji o dopuszczalnej prędkości na kontrolowanym odcinku.
Mandat może wynieść 2500 zł, a przy recydywie nawet 5000 zł
Odcinkowy pomiar nie ma osobnego taryfikatora. Kara zależy od tego, o ile zarejestrowana średnia przekroczyła limit. W 2026 roku przekroczenie do 10 km/h oznacza mandat 50 zł i 1 punkt karny, o 11-15 km/h – 100 zł i 2 punkty, o 16-20 km/h – 200 zł i 3 punkty, o 21-25 km/h – 300 zł i 5 punktów, a o 26-30 km/h – 400 zł i 7 punktów.
Największe kwoty zaczynają się od przekroczenia o ponad 30 km/h. Przy 31-40 km/h mandat wynosi 800 zł, przy 41-50 km/h – 1000 zł, przy 51-60 km/h – 1500 zł, przy 61-70 km/h – 2000 zł, a przy przekroczeniu limitu o ponad 70 km/h – 2500 zł. W przypadku ponownego popełnienia określonych najpoważniejszych wykroczeń w warunkach recydywy stawki rosną odpowiednio nawet do 5000 zł. Do tego dochodzi maksymalnie 15 punktów karnych.
Od 3 marca 2026 roku za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o ponad 50 km/h przepisy dotyczące 3-miesięcznej utraty prawa jazdy nie ograniczają się już tylko do obszaru zabudowanego. Sankcja objęła również drogi jednojezdniowe dwukierunkowe poza obszarem zabudowanym. Nie należy jednak przenosić tej zasady automatycznie na każdą autostradę czy drogę ekspresową – znaczenie ma rodzaj drogi i miejsce popełnienia wykroczenia.
Zwolnienie dopiero przy ostatniej kamerze może niczego już nie zmienić
Najprostsza zasada podczas przejazdu przez odcinkowy pomiar jest jednocześnie najskuteczniejsza: po minięciu znaku D-51a trzeba utrzymywać prędkość zgodną z obowiązującym limitem aż do znaku D-51b. Patrzenie wyłącznie na urządzenia znajdujące się nad jezdnią niewiele daje, ponieważ kamera na końcu odcinka nie rozpoczyna pomiaru. Ona go kończy.
Jeżeli kierowca dopiero wtedy zauważy urządzenie i gwałtownie zwolni, system ma już zapisany moment, w którym samochód pojawił się na początku trasy. Kilka sekund spokojnej jazdy nie wymazuje poprzednich kilometrów. Właśnie dlatego OPP bywa nazywany „niewidzialnym fotoradarem” – nie łapie w jednym konkretnym miejscu. Kontrola trwa przez cały oznaczony fragment drogi, a o wyniku decyduje czas przejazdu od pierwszej do ostatniej kamery.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z blisko 20-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.