Rachunki Polaków wystrzelą nawet o 3 tys. zł. Mamy datę i konkretne wyliczenia
Od 1 stycznia 2028 roku każda tona CO2 wyemitowana przy ogrzewaniu domu czy tankowaniu samochodu będzie miała swoją cenę. System ETS2 nie wystawi nikomu osobnej faktury z napisem „opłata klimatyczna” – koszt po prostu wejdzie w cenę gazu, węgla, ciepła systemowego i paliwa na stacji. Poniżej dokładny rozkład, ile to oznacza dla konkretnych grup – i kto z tego równania wychodzi bez szwanku.

Dom ogrzewany gazem – od 1500 do 3000 zł rocznie. Blisko 24 tys. zł łącznie do 2035 roku
Rodzina ogrzewająca dom kotłem gazowym zapłaci dodatkowo 6338 zł w latach 2028-2031, a licząc cały okres do 2035 roku – 24 018 zł. W przeliczeniu na rok to start na poziomie 1500 zł, rosnący do około 3000 zł po 2031 roku, gdy system ETS2 połączy się z działającym już ETS1, a ceny uprawnień do emisji wyrównają się do poziomu tego drugiego, historycznie znacznie droższego rynku. Nie ma znaczenia, czy kocioł jest nowy, kondensacyjny, kupiony rok temu za 30 tysięcy złotych, czy ma 10 lat – każdy metr sześcienny spalonego gazu emituje tyle samo CO2 i każdy zapłaci tę samą stawkę.
Dom ogrzewany węglem – najdroższy wariant spośród paliw kopalnych
Węgiel wypada jeszcze gorzej. Skumulowany koszt to 10 311 zł do 2031 roku i 39 074 zł do 2035 roku. Rocznie oznacza to wydatek zaczynający się od około 2000-2600 zł i rosnący w kolejnych latach. Dla gospodarstw w słabo ocieplonych budynkach – a to wciąż spora część polskich domów jednorodzinnych – koszty przy ogrzewaniu węglem mogą sięgnąć nawet 77 318 zł w całym okresie do 2035 roku, co w pierwszym roku obowiązywania systemu potrafi pochłonąć do 86 procent minimalnego wynagrodzenia.
Blok ogrzewany ciepłem z miejskiej sieci – płacisz, nawet jeśli nie masz pieca
To grupa, która najczęściej zakłada, że problem jej nie dotyczy, bo nikt w mieszkaniu nie pali węglem ani gazem. Błąd. Elektrociepłownie miejskie też spalają paliwa kopalne i też zapłacą za emisję – a koszt przerzucą na mieszkańców w opłatach za centralne ogrzewanie i ciepłą wodę. Dla mieszkania 50-60 m² podłączonego do ciepłowni opartej na węglu, dodatkowy koszt to 1000-1500 zł rocznie w pierwszych latach (2028-2031), rosnący do 2000-2500 zł rocznie po połączeniu systemów w 2031 roku. Łącznie do 2035 roku to 15-20 tysięcy złotych. Dla większych mieszkań, 80-100 m², suma rośnie proporcjonalnie, nawet do 30-35 tysięcy złotych w tym samym okresie.
Mieszkaniec bloku nie ma przy tym żadnego realnego wpływu na sytuację – nie może wymienić kotła, bo go nie posiada, nie może zainstalować pompy ciepła, bo to decyzja całej wspólnoty lub spółdzielni, wymagająca zgody większości i ogromnych nakładów.
Kierowca – kilkadziesiąt groszy na litrze, potem więcej
Już od 2028 roku ceny paliw na stacjach wzrosną o około 30 groszy na litrze benzyny, 35 groszy na litrze oleju napędowego i 21 groszy na litrze LPG. Rodzina z dwoma samochodami – jednym benzynowym z rocznym przebiegiem 5000 km, drugim wysokoprężnym z przebiegiem 20 000 km – zapłaci dodatkowo ponad 1000 zł rocznie tylko za paliwo. Po połączeniu systemów ETS1 i ETS2 w 2031 roku podwyżka może przekroczyć 50 groszy na litrze.
Kto będzie bezpieczny?
System ETS2 dotyczy wyłącznie paliw kopalnych – gazu ziemnego, węgla, oleju opałowego i paliw silnikowych. Kilka grup zostaje poza jego zasięgiem niemal całkowicie.
- Domy z pompami ciepła zasilanymi prądem z sieci lub tym bardziej, z własnej instalacji fotowoltaicznej, nie generują bezpośredniej emisji CO2 objętej ETS2. Prąd z sieci energetycznej podlega osobnemu systemowi ETS1, obejmującemu elektrownie, ale jego wpływ na cenę końcową jest zwykle dużo mniejszy niż bezpośrednie spalanie paliwa w domowym kotle.
- Domy ogrzewane biomasą – piecami na pellet czy zrębki drzewne – również nie podlegają opłacie, bo biomasa jest traktowana jako paliwo odnawialne, neutralne pod względem emisji netto w unijnych rozliczeniach klimatycznych.
- Właściciele pojazdów elektrycznych są całkowicie poza systemem opłat paliwowych ETS2 – nie tankują benzyny ani oleju napędowego, więc podwyżka cen na stacjach ich nie dotyczy, choć pośrednio mogą odczuć wzrost cen prądu związany z ETS1.
Budynki podłączone do ciepłowni opartych na odnawialnych źródłach energii lub odpadach komunalnych – a takich w Polsce z roku na rok przybywa – zapłacą najmniej spośród wszystkich mieszkańców bloków, w granicach 500-800 zł rocznie, czyli kilkukrotnie mniej niż mieszkańcy bloków zależnych od węgla.
Warto dodać, że sam status „bezpieczny” nie jest trwały ani darmowy – zamiana kotła gazowego czy węglowego na pompę ciepła to dziś wydatek rzędu 80-150 tysięcy złotych z pełną modernizacją instalacji, ociepleniem i wymianą grzejników. Jeżeli ktoś zdecyduje się na gruntową pompę ciepła i ogrzewanie podłogowe, najbardziej wydajny obecnie system, może zapłacić nawet 200 tys. zł. To realna bariera wejścia, nie automatyczny przywilej.
Sprawdź, w której grupie się znajdujesz
Właściciele domów z kotłem młodszym niż 10 lat mają jeszcze czas do około 2035-2040 roku, zanim wymiana źródła ciepła stanie się konieczna – warto już teraz odkładać systematycznie 400-600 zł miesięcznie z myślą o przyszłej modernizacji, zamiast zostawiać ten wydatek na później.
Mieszkańcy bloków zależnych od ciepłowni węglowej zyskują realny wpływ na sytuację wyłącznie przez wspólnotę lub spółdzielnię – warto już teraz naciskać na zarząd w sprawie audytu energetycznego budynku i możliwości przejścia na inne źródło ciepła, zanim opłaty wzrosną do poziomu 2000-2500 zł rocznie po 2031 roku.
Rodziny planujące zakup nowego pojazdu zyskują dodatkowy argument liczbowy na korzyść napędu elektrycznego lub hybrydowego – przy rocznym przebiegu rzędu 20 tysięcy kilometrów oszczędność na samym paliwie, pominięta w cenie zakupu auta, realnie rośnie z każdym rokiem obowiązywania ETS2.
Środki ze Społecznego Funduszu Klimatycznego, dostępne w Polsce już od 2026 roku, warto sprawdzić i wykorzystać zawczasu – to okno, w którym można sfinansować część kosztów termomodernizacji czy wymiany źródła ciepła, zanim w 2028 roku zaczną naliczać się właściwe opłaty za emisję.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.